Z A P R A S Z A M Y

 www.facebook

 

PRZEKAŻ  1%  PODATKU 

KRS 115606

 

   Jan Paweł II był naszym Honorowym Członkiem

ZIEMIA WADOWICKA, JAK KAŻDY REGION POLSKI, MA SWOJĄ  PRZESZŁOŚĆ, KTÓRA WINNA BYĆ FUNDAMENTEM PRZYSZŁOŚCI

 

 

Jan I.Korzeniowski

Wrocławskie ślady Wadowic

Artykuł Wrocław: morze ruin i odbudowa (Gazeta Wrocławska 28.04.2015) obudził we mnie wspomnienia. Z uwagą i z zaciekawieniem obejrzę planowane wystawy. Naocznie widziałem to „morze” (mam już 86 lat) - spałem wśród jego ruin, trupich zapachów pogryziony przez pluskwy.

Sam wjazd do Wrocławia był nie tylko aktem odwagi, ale determinacji tych pierwszych, którzy postanowili w rozbitym mieście stworzyć nowe życie… odbudowując i uruchamiając uczelnie, obiekty naukowe i kulturalne. Jazda wśród dymu palących się jeszcze budynków, po gruzach zwalonych domów, pośród nie usuniętego jeszcze rozbitego sprzętu wojennego i stała obawa, czy samochód nie wjedzie na minę… – mówił prof. Z. Samsonowicz, członek polskiej grupy naukowo-kulturalnej, która ciężarowym samochodem w maju 1945 roku dotarła do miasta. Można powiedzieć, że Wrocław to miasto, które przestało istnieć.

Mnie jednak nurtuje pytanie: Skąd oni przyjeżdżali i co ich do tego motywowało? Rozumiałbym to teraz, kiedy Wrocław odrodził się, wypiękniał i kusi swoją urodą. Nie umiem sobie jednak odpowiedzieć na to pytanie, co wielu skłaniało do przyjazdu do tego miasta tak zrujnowanego. Skąd ten fenomen? Co to byli za ludzie, którzy pchali się tego miasta ruin, miasta szczurów, którego praktycznie nie było…? Byli wśród nich kresowianie, lwowiacy, warszawiacy (też zniszczonej), bochniacy oraz… wadowiczanie!

W latach 1945 do 50 rozpoczął się napływ Polaków na tak zwane. Ziemie Odzyskane. Niestety, wielu z nich to zwykli szabrownicy - ludzie przedsiębiorczy, którzy chcieli się szybko wzbogacić, bowiem w biednej, zniszczonej wojną Centralnej Polsce szerzyły się wieści, że tu na Zachodzie dostępne są dla wszystkich wszelakie dobra. Wrocław jednak nie był dla wszystkich atrakcyjnym miastem. W tych ruinach trudno było coś znaleźć, zamieszkać i nie napotkać żołnierzy i milicji zwalczających ten proceder. Główną uwagę szabrownicy skierowali zatem na mniejsze miasta. Wśród nich było sporo właśnie wadowiczan, szczególnie upodobali sobie Świdnicę, piękne, niezniszczone miasto, leżące niedaleko od Wrocławia. Musiało ich być dużo skoro ukuto taki wierszyk: Bochnia i Wadowice okradły Świdnicę, Warszawa się o tym dowiedziała, na pomoc przyleciała. Oczywiście ta „pomoc” to szaber. W tym czasie „szaberplace” tętniły życiem, można było na nich kupić wszystko. Mydło i powidło.

Na szczęście nie tylko wadowiccy i inni szabrownicy szukali swojego sposobu na życie. Byli wśród osadników też wadowiczanie o znanych nazwiskach, którzy włączyli się w nurt odbudowy kraju i zagospodarowania nowych ziem, widząc w tym większe szanse poprawy swojej egzystencji. Niektórzy zajęli gospodarstwa rolne, na przykład w Pankowie koło Świdnicy (rodzina Bałysów); inni zajmowali ważne stanowiska (np. K. Szewczyk, sędzia Sądu Grodzkiego; Stanisłąw Bogunia, Guzdek).

Wrocław leczył rany zadane przez wojnę. Usuwano gruzy, uruchamiano uczelnie, przywracano do życia ograbione przez hitlerowców i Rosjan fabryki i warsztaty pracy. Rodziło się szkolnictwo. Do Wrocławia zaczęli napływać osadnicy. Musieli być wśród nich wadowiczanie, którzy zdobyli uznanie i wpływy we Wrocławiu - skoro postarali się o bliskie, wadowiczanom, nazwy ulic: Wadowicka, Emila Zegadłowicza. O te ulice musieli się upomnieć, a rada miejska uchwalić… losowo nie nadaje się nazw ulic…

W roku 1979 zmarł absolwent Gimnazjum i Liceum im. M. Wadowity w Wadowicach profesor, artysta malarz Eugeniusz Geppert, przez lata pierwszy rektor Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych. Jego to imieniem nazwano ulicę w centrum Wrocławia oraz powołano do życia muzeum jego imienia.

Wadowiczanami (abiturienci) byli: Marian Morelowski, prof. Uniwersytetu Wrocławskiego(1958-59); Jan Nikliborc, prof. Uniwersytetu i Politechniki Wrocławskiej; Tadeusz. Olbrycht, prof. Uniwersytetu Wrocławskiego; Stanisław Witkowski, prof. uniwersytetów lwowskiego i wrocławskiego; badacz i znawca papirusów; Zofia Popkiewicz, żona rektora Akademii Ekonomicznej, związana z Wadowicami; Anzelm Maciej Gądek, ksiądz , karmelita bosy, przeor klasztorów w Wadowicach i we Wrocławiu…

I zapewne inni.

Niedawno jechałem swoim nissanem przez Most Pokoju. Mimowolnie wróciłem myślami do lat w których widziałem powalone podpory mostu G.E Lessinga, sterczące z Odry. Nowy most po wybudowaniu nazwano Mostem Pokoju. W 1959 roku odbyła się uroczystość oddania go do ruchu. Byłem tym, który - wraz ze Stanisławem Cholewickim - po górniczemu - wysadzałem materiałem wybuchowym stare filary - aby w ich miejsce postawić nowe.

Dzisiejszy Wrocław to wielkie, nowoczesne, 700 tysięczne miasto, o bogatej i –niestety – tragicznej historii. Powojenny (1945) Wrocław to jedna ruina. Śledzę każdą fotografię, która pokazują dawny Wrocław i zdumiewam się nad wielkim wysiłkiem ludzi, którzy przyjeżdżali do Wrocławia nie bojąc się ogromu pracy. Jako dawny wadowiczanin, cieszę się, że moi krajanie brali udział w obudowie Wrocławia.

 

 

Jan Izydor Korzeniowski  -  wadowiczanin, rocznik 1930, absolwent gimnazjum, absolwent AGH,  inżynier górnictwa - specjalista technik strzelniczych, projektant kopalń odkrywkowych od lat powojennych związany na stałe z Wrocławiem. Jest autorem wielu publikacji i kilkunastu książek technicznych oraz kilku powieści i opowiadań a także biografii rzeźbiarza Wincentego Bałysa.