Papież Jan Paweł II był  od 1984 roku naszym Honorowym Członkiem

 
 
 
 



 
LATA 1990 - 1997

Wydawało się, że Towarzystwo będzie kontynuować spokojnie swoją działalność. Rada Miejska uchwaliła w 1987 roku powołanie Muzeum Historycznego i zatwierdziła statut jednostki samorządowej utrzymywanej z budżetu. Było już zorganizowane archiwum (Dział Zbiorów Specjalnych) jako filia biblioteki, była Galeria Sztuki jako filia BWA. Przyjęliśmy do budynku Oddział PTTK usunięty z dotychczasowej siedziby w Rynku. W 1991 roku ukazała się wreszcie realizowana przez nas monografia Gimnazjum i Liceum autorstwa G.Studnickiego pt. Pierwsza wśród równych, która wyczerpała nasze skromne, prywatne finanse.  Burmistrz K. Malczyk zlecił nam kontynuację zarządu Kościelnej 4 by organizować Muzeum. Coraz bardziej jednak on jak i jego zastępca T. Bagiński stawali się bezradnymi zakładnikami Zarządu Miasta którym dyrygowała przyszła burmistrz E. Filipiak. Miasto zrezygnowało z fili BWA. Nie poparło też naszych starań uruchomienia lokalnej rozgłośni. Gazetę Rozmaitości Wadowickie, które wydawaliśmy  kontynuowało czasopismo Nad Skawą, które nie schlebiało magistratowi a wręcz przeciwnie, publikowało ewidentne nieprawidłowości w działaniu samorządu. Stało się lokalną trybuną oporu wobec rosnącego autokratyzmu. Od 1993 zaczęliśmy czynić starania przywrócenia zbiorów Zegadłowicza Wadowicom. Były po konserwacji w magazynach Muzeum Okręgowego w Bielsku Białej. Warunkiem zwrotu kolekcji było zapłacenie przez rodzinę za konserwację, a to były miliony. Rodzina zrzekła się więc praw do zbiorów na rzecz powołanej przez siebie Fundacji "Czartak". Chcieliśmy udostępnić zbiory w budynku na Kościelnej 4, zanim przygotujemy do ekspozycji dwór w Gorzeniu. Nie wiemy do dzisiaj czy Zegadłowicz był powodem, że władze wypowiedziały nam w 1993 roku administrowanie budynkiem. Nasz lokal biurowy zajęła Solidarność a nam wynajęto wspólną z PTTK izbę. Właściciela ekspozycji o lotnikach, którą mięliśmy przekupiono półetatem by został, a od nas zażądano oddania zbiorów będących naszą własnością. Już wcześniej przekazaliśmy bibliotece druki zwarte (książki), kiedy likwidowano Dział Zbiorów Specjalnych przy Kościelnej 4 i usunięto imię dr J. Putka z tej placówki. Za jakiś czas wyrzucono zasłużonego dla kultury i młodzieży dyrektora biblioteki J. Sobotę. Szybko więc ewakuowaliśmy archiwum i zbiory przed potencjalnym zajęciem. Wszystkie możliwości organizacyjne zaczęła pochłaniać organizacja muzeum Zegadłowicza, dlatego gazetę Nad Skawą przekazaliśmy prywatnemu wydawcy. Mimo tych problemów i trudności ze strony samorządu i radnych, Towarzystwo starało się nadal patronować wszelkim obywatelskim inicjatywom. Przy TMZW działał w tamtych latach Społeczny Komitet Budowy Zbiornika w Świnnej Porębie, Młodzieżowy Klub Motorowy, Młodzieżowy Klub Jeździecki "Podhalanin".

Od 1993 roku nasza działalność kolejny raz szła dwutorowo. W lokalu na Kościelnej spotykali się prawie codziennie seniorzy (F.Suknarowski, Z.Wiśniewski, F.Zadora, M. Kamieński, T. Nizio, T. Mądry, W. Firek, S. Ocetkiewicz, J. Sobala i inni) a ci młodsi zajęli się sprowadzeniem zbiorów i uruchomieniem Muzeum E. Zegadłowicza w Gorzeniu. Ten rozdział działalności Towarzystwa to historia osobna. W 1997 roku burmistrz E. Filipiak wypowiedziała nam i PTTK lokal, który zajął sąsiad za ściany,    przewodniczący Solidarności i Rady Miasta. Magistrat nie zapomniał jednak o zaległym czynszu za 16m2 i do 1999 roku ścigał nas sądownie o zapłatę. Przykre i szokujące jest to, że żadne środowisko czy instytucja kultury, od biblioteki miejskiej i szkół po Wadowickie Centrum Kultury i Muzeum Miejskie, nigdy nie odważyło się stanąć w naszej obronie. Ba, kilku lokalnych historyków i działaczy, którym Towarzystwo  nieraz pomagało, zaczęło nas zwalczać, by zaskarbić sobie łaskę autorytarnej władzy. Tak jest do dzisiaj. O społecznym obliczu Wadowic, niewykorzystaniu historycznej szansy którą był Karol Wojtyła, świadczy najlepiej obecny potencjał najbliższych miast, dla których jeszcze w PRL-u byliśmy rgionalnym centrum.  

    
  
 
 
 



 
 
  LATA 1982 - 1989
 
  Z uwagi na ograniczenia aktywności społecznej w stanie wojennym, Towarzystwo stało się dla wielu zainteresowanych kulturą ośrodkiem realizacyjnym. Prezesem do 1986 roku był Rafał Tatka a potem Franciszek Suknarowski. Liczba członków wzrosła do ok. 400.  
  Od 1980 roku zaczęliśmy wydawać publikacje. Pierwszą były zeszyty Beskidników, almanach Nadskawie, Wadowice Karola Wojtyły itd. itd. Do dzisiaj około 50 tytułów. Rozwinęła się współpraca z Beskidzką Oficyną Wydawniczą w Bielsku Białej, gdzie wyszła m.in. Antologia Literacka Nadskawia w której obok E. Zegadłowicza i innych były wiersze K.Wojtyły na co papież wyraził zgodę. Jerzy R.Jaglarz założył w 1982 roku Grupę Literacką Nadskawie (m.in. J.B.Górkiewiczowa, J.Kajtoch, T.Stolarz,S.Franczak). Wychodziła seria poetycka Nadskawia, kontynuował działalność Klub Beskidnicy przy Garsonierze (wystawy, plenery, kabaret),
  Zespól Inwentaryzacji Zabytków (R.Tatka, J.Sobala, Z Kozłowski) zinwentartyzował cmentarz parafialny i żydowski. Byliśmy fundatorem kilku pamiątkowych tablic (m.in. Sokół, W.Bałys, kopiec) i nagrobka J.Wowry. Naszym staraniem wpisano budynek przy Kościelnej 4 do rejestru zabytków a potem cały układ staromiejski centrum. Po dużej wystawie dziejów 12 pp Ziemi Wadowickiej w 1983 (ze zbiorów M.Cielebona) zawiązał się Komitet Założycielski Muzeum prowadzony przez Z. Jurczaka a także nieformalne Koło opozycjonistów z Solidarności (min. J.Zeman, S.Hanusiak, W.Kroczek, S.Ocetkiewicz), które pod egidą Towarzystwa prowadziło działania.
  Wspomagaliśmy od 1984 naszych członków w organizowaniu stowarzyszeń w Kalwarii Z. (A.Grodnicki), Andrychowie (J.Stworzewicz, M.Gancarczyk) i w Zatorze (M.Brandys). Powstało Koło zamiejscowe w Krakowie (L.Brzozowski,S.Danyluk), grupujące ok. 60 członków głównie absolwentów Gimnazjum, Koło w Brzeźnicy (A.Buś), w Gdyni (E.Młynek, H.Zawiła), Koło Rodzinne W.Bałysa.  Na naszą prośbę Jan Paweł II przyjął w 1984 roku Honorowe Członkowstwo stowarzyszenia, bo jesteśmy kontynuatorami działalności TUMWiO. Utrzymywalismy stały kontakt z załogą statku Wadowice PŻM.
  Nasze starania skupiały się głównie wokół adaptacji budynku, którym administrowaliśmy. Rozumieli to wszyscy. Przyspieszono przyznanie mieszkań oczekującym lokatorom a opróżnione lokale zaczęliśmy remontować. Doprowadziliśmy kabel energetyczny do budynku               i Kościelnej 7, wspomogliśmy ks. Zachera i M. Roztworowskiego w ekspozycji muzealnej. Remont budynku dofinansowywał Konserwator Wojewódzki na podstawie porozumienia.
 Od 1982 zakładaliśmy Koła młodzieżowe w szkołach średnich jako alternatywę dla młodzieżowych organizacji politycznych. Powstało ich w konsekwencji 11. Organizatorami ich działalności z zakresu regionalizmu był kol. J. Łasak i A.Buś. Jedno z Kół klasowych w Liceum prowadziło wymianę zagraniczną z Association des Amis de Wadowice w Lyonie. Koła ze Szkoły Rolniczej w Radoczy i Koło ze Szkoły Budowlanej z Wadowic wykonały tytaniczną pracę odgruzowując i remontując zabytkowe piwnice. Na mocy porozumienia z Biurem Wystaw Artystycznych w Bielsku powstała w nich jako filia stała Galeria Sztuki Współczesnej.
W porozumieniu z Biblioteką Publiczną (J.Sobota) urządziliśmy na parterze Dział Zbiorów Specjalnych biblioteki (archiwalia, rękopisy, regionalia) i obok lokal Oddziału PTTK (T. Mądry). Na piętrze w wyremontowanych salach od 1986 organizowaliśmy ekspozycje historyczne (min. 120 lecie Gimnazjum, wystawy filatelistyczne, Kolekcja E. Zegadłowicza, kolekcja Z.Krausa "Hells Angel"), spotkania i odczyty. Dwukrotnie było tu biuro prasowe PAP w czasie wizyt papieża. Od 1987 wydawaliśmy czasopisma: Biuletyn Rady Dyrektorów, Rozmaitości Wadowickie, Nad Skawą. Zorganizowaliśmy w tym okresie kilka konferencji naukowych, wystaw etnograficznych i historycznych czy Nadwiślańskie Spotkania Kabaretowe w Brzeźnicy.
 Stricte społeczną działalność statutową finansowały składki członkowskie, składki osób prawnych, działalność wydawnicza, artystyczna i konserwatorska. Od 1988 roku organizował się u nas Komitet Obywatelski. Czas był burzliwy ale nic nie zapowiadało że miasto zacznie nas zwalczać i niszczyć działalność.
 
Z. JURCZAK: Stan wojenny zaskoczył nas wszystkich. Przed zwolnieniem z pracy uratował mnie urlop wychowawczy (syn miał trzy miesiące). Po roku, do pracy w redakcji Podbeskidzia w Bielsku ściągnął mnie Jurek Jaglarz. Dojeżdżaliśmy codziennie, ale to zaowocowało rozwojem w Towarzystwie działalności wydawniczej. Od 1983 miałem (jak i J.Zeman i M.Cielebon) stały nadzór SB. Robiono mi rewizje w pracowni na Kopernika, w biurze i w domu. Dzięki pomocy zakładów pracy, głównie bazy Spółdzielni Mieszkaniowej, Spółdzielni Rzemieślniczej, Zakładu Energetycznego i Konserwatora Zabytków, pchałem remont Kościelnej 4. Wymieniliśmy okna, założyliśmy kraty, montowałem zbierane z wyburzeń zabytkowe piece, gromadziłem zbiory. Od 1983 roku przywrócono mnie do Zarządu. Prezes z nadania politycznego, działacz PTTK jako były dyrektor WPB miał nawyk zarządzania i wymagania od wszystkich a to nie skutkuje w społecznej pracy grupy o towarzyskim charakterze. W 1986 roku walny zjazd wybrał na prezesa artystę F. Suknarowskiego z którym pracowało się najlepiej. Od lat był naszym Mistrzem, tym naturalnym ogniwem łączącym grupę Czartak II z KPT Beskidnicy. Jeszcze w 1970 roku zgodził się nam patronować, brać udział w wystawach z takimi jak ja amatorami. Miałem zaszczyt być nie tylko jego uczniem ale po latach przyjacielem. Byliśmy przekonani, że transformacja ustrojowa w 1989 roku pozwoli wreszcie na zrealizowanie podstawowego celu jakim było Muzeum Historyczne Miasta. Opracowałem statut placówki, która miała być finansowana z budżetu miasta a podlegać merytorycznie Towarzystwu. Rada Miasta podjęła w 1987 uchwałę o powołaniu Muzeum. W budynku było już archiwum (Dzieł Zbiorów utrzymywany przez bibliotekę), Galeria Sztuki (trzy etaty BWA), PTTK i przewodnicy, na piętrze zbiory i ekspozycja kolekcji Z. Krausa.
Towarzystwo było w awangardzie zmian i oczywiste, że zezwoliłem Komitetowi Obywatelskiemu, którego byłem współorganizatorem, na korzystanie z budynku. Jeździłem wtedy na saxy za granicę i tym zajmowali się działacze TMZW M. Cielebon, J.Zeman i Z.Mutka. Nie było mnie w czasie pierwszych czerwcowych wyborów 1989, kiedy zdjęcie z Wałęsą wygrało demokrację. Po powrocie na plenarnym zebraniu KO J. Zeman przedstawił mi kilku młodych ludzi "dzięki nim wygraliśmy wybory" - jak ich określił.  Poznałem wtedy ekipę z Łabęd, która zajmowała się plakatowaniem wyborów: m.in. E.Filipiak, M. Makuch, J. Wiktor. J. Ochman, który ich przyprowadził był szefem Solidarności w Łabędach, ale od 1981 roku go nie widzieliśmy jako że zakład był zmilitaryzowany. Komitet prowadził wtedy W. Rozmanit i dało się zauważyć, że nie darzy zbytnim zaufaniem J. Zemana i jego ekipy. Spotkania były otwarte a w gronie kilkudziesięciu podnieconych politycznymi emocjami ludzi, rej wodziła E. Filipiak. Miała imponujący posłuch wśród wszystkich, nawet swoich towarzyszy z Ochmanem na czele. Przewyższała ich inteligencją, swadą i energicznym zdecydowaniem. Na zebraniu siedząc w prezydium, zwróciłem po godzinie głośno i publicznie uwagę, że; "ta pani i jej ekipa przyszli tu po władzę. Czy wy wszyscy tego nie widzicie?" . Przerwał mi W. Rozmanit sugerując, że chyba wypiłem. Fakt, byłem po koniaczku bo wróciłem z Francji. Głośno oświadczyłem, że nie będę brał udziału w takim cyrku. Poparli mnie Z. Mutka i S.Hoła, którzy także opuścili zebranie. Tak rozstałem się z tłumem politycznych ambicji, który się nagle objawił. Był koniec 1989 roku. Sejm i senat należał już do Solidarności. Szły wybory samorządowe i zaczynała się walka o prowincję.   /Z.Jurczak/
 
  
 
 
  
 
 
 
  
 
 
  
 
 
 


 
 
                    GALERIA SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ                   Biura Wystaw Artystycznych w Bielsku Białej
 
Działała w latach 1988-1992 na mocy porozumienia Towarzystwa z BWA.
 
W latach 1986-88 trwało odgruzowanie i remont piwnic w budynku przy ulicy Koscielnej 4, który Towarzystwo remontowało.  Prace wykonywała młodzież ze szkolnych Kół TMZW, głównie Zespołu Szkół Rolniczych w Radoczy i Zasadniczej Szkoły Budowlanej w Wadowicach. Koordynatorem prac był kol. J. Łasak zajmujący się Kołami Młodzieżowymi. Całość remontu mogłem zrealizować dzięki współpracy z kol. J. Bąkiem, J. Sobalą, W. Zielińskim i pomocy wielu życzliwych sprawie. Kraty wykonały warsztaty w Gorzeniu, stoliki w stolarni Spółdzielni, płytki z przeceny w GS, wejście główne, z którym były największe problemy, Spółdzielnia Rzemieślnicza itd, itd. Po wykonaniu posadzek i zaplecza, z prezesem F. Suknarowskim pojechaliśmy do BWA w Bielsku z pomysłem uruchomienia Galerii. Dyrektorem był wtedy uczeń profesora mgr R. Kaczmarek, który w dwa miesiące załatwił formalności, dał wyposażenie i 3 etaty dla pracowników obsługi. Towarzystwo dawało lokal. Otwarliśmy Galerię wernisażem wystawy malarstwa Stanisława Mazusia. Prowadziłem Galerię czyli byłem "galernikiem" przez 4 lata. Co miesiąc przywoziłem z Krakowa lub Bielska wystawę, instalowałem, drukowałem folder          i organizowałem wernisaż. Była okazja do spotkań z wieloma wybitnymi artystami    z całej Polski m.in. Opałko, Biedrawa, Wilmann, Zwolski, Bieniek, Baran, Ziomskowska-Chmura, Pindel, Krzempek, Pustelnik, Suknarowski i inni. W Galerii robiliśmy też wieczory autorskie, imprezy towarzyskie, recitale. Na piętrze budynku organizowałem wystawy okresowe, historyczne (np.120 lecie Gimnazjum, Jachowie - malarstwo, 70 lat Filatelistyki, Hell,s Angel)

 

W 1992 roku BWA przechodziło na utrzymanie prezydenta Bielska Białej. Dyrektor BWA pani Dobranowicz poinformowała mnie, że Ministerstwo jest zainteresowane utrzymaniem i finansowaniem Galerii w Wadowicach. Nawiązałem kontakt z Departamentem Plastyki i przekonałem burmistrza K. Malczyka, że to ewidentna korzyść dla miasta. Umówiłem spotkanie w celu podpisania umowy, zapewniłem transport z kierowcą (prowadziłem już wtedy prywatną firmę) a dwa dni przed terminem Kazek Malczyk mnie informuje, że sprawa nieaktualna i miasto rezygnuje. Przyczyny mi do tej pory nie podał. Jak macie z nim Państwo kontakt, zapytajcie jaki był wtedy powód rezygnacji z Galerii utrzymywanej przez Ministerstwo Kultury? A może były sekretarz, artysta grafik Marek Brzeźniak wie coś na ten temat? Ja się jeno domyślam, bo kto to wtedy wiedział, że przyszła burmistrz ma do regionalnej kultury tak chorobliwą awersję, która po 30 latach ma wpływ na radnych PiS-u?  Stała Galeria w 1988 roku niejako finalizowała organizowanie od 1969 roku powojennego środowiska plastycznego i miała być placówką przyszłego Muzeum. Nawiązaniem do działalności Galerii są organizowane przez WCK od 1995 roku cykliczne wystawy pn. Wadowickie Środowisko Artystyczne./Z.Jurczak/
 
   

 

 

  

   

      



 

 LATA 1978 - 1981

Od 1978 roku Klub Pracy Twórczej Beskidnicy, który prowadził Z. Jurczak, przeniósł się do Klubu Garsoniera  przy Spółdzielni Mieszkaniowej, który zapewniał lepsze warunki działalności dla plastyków i kabaretu. Odtąd w Garsonierze prowadzonej przez H. Kulbacką artyści mieli swój azyl aż do 1987 roku. Biuro Towarzystwa zostało w domu kultury i działalność była dwutorowa. Ta imprezowo administracyjna w oparciu o dom kultury (S. Czechowicz) a artystyczna przy Spółdzielni Mieszkaniowej(Z. Jurczak).
W 1980 roku zaczęło się krótkotrwałe upolitycznianie Towarzystwa. Walny Zjazd wybrał honorowego prezesa w osobie sekretarza partii a wiceprezesem został były prezes PTTK. Z. Jurczak znalazł się poza Zarządem. Energiczny wiceprezes R.Tatka załatwił lokal w budynku przy Kościelnej 4, który stał się siedzibą i celem naszej działalności.
Od 1977 roku zaczęliśmy organizować pierwsze plenery malarskie. Powstała też scena teatralna i kabaret (m.in. A.Świdziński, M.Nicieja, B.Hotowy, J.Peszel, W.Jochimczyk, J.Jaglarz, J.Fidziński) prowadzone przez Z. Jurczaka. Przez rok mieli swoją scenę w Klubie Piguła przy szpitalu, później działali pod egidą Spółdzielni Pionier. Realizowane programy o politycznym charakterze cieszyły się popularnością. Kabaret występował głównie na terenie Wadowic i Podbeskidzia ale też w Zakopanym, Katowicach, Poznaniu. Od jesieni 1980 Towarzystwo angażowało się w ruch Solidarności. Zorganizowało w kwietniu 1981 koncert pt. Kultura bez cenzury i było formalnym realizatorem przeniesienia i odnowienia pomnika 12 pp, bo NSZZ nie miał osobowości prawnej.
 


 Z powodu 650 lecia Wadowice zaproponowały mi w 1977 pracę na miejscu. Zgodziłem się z radością, bo w domu kultury - mimo większej liczby godzin i mniejszej pensji. Niestety mój ceniący wolność charakter nie zdzierżył administracyjnego reżimu i po roku odszedłem do Spółdzielni Mieszkaniowej, gdzie nadałem imię klubowi Garsoniera, miałem pół etatu, doskonałą atmosferę nienormowanego czasu pracy, opiekę nad artystami, kochaną kierowniczkę Halinkę Kulbacką, wielu przyjaciół i znajomych, życzliwych prezesów, którzy oddali plastykom do dyspozycji dwie pracownie. Garsoniera w tamtych latach należała do wiodących w skali kraju klubów. Niewielka personalnie Spółdzielnia tworzyła doskonałą ekipę pracowniczą. Byłem tam przewodniczącym Komisji Zakładowej "S".. W ruch Solidarności angażowałem plastyków i kabaret. Będąc członkiem Komisji Koordynacyjnej "S" Miasta pośredniczyłem między związkiem a magistratem (wszak Naczelnik Skrzypczak był prezesem Towarzystwa) w sprawie lokalu dla związku, maszyny do pisania, remontu i realizacji przeniesienia pomnika. /Z.Jurczak/
 
           

                Pierwszy plener w Ponikwi. 1977 rok.                              Plener Zarzyce Wielkie 1979

            

 Kabaret PION: Jurczak, M.Nicieja, W. Jochimczyk, J.Peszel        Spotkanie w Garsonierze

     

 Plener Zawoja 1981. Suknarowski, Kurnik, Mrowiec, Jurczak                  Teatr Małych Form . WYCIECZKA wg J.Tuwima 1980
Ryś,Sowińska, nn, Łukasik
        
KRAM.Myślec 1979. Jaglarzowie, Jurczak,Fidziński,    Spotkanie KPT Beskidnicy i Grupy Ondraszek
Sowińska
              
Od lewej:R.Płaszewski, T.Kurnik KRAK, J.Ryś               Kultura bez cenzury 1981. Z.Jurczak, W.Jochimczyk

               

 Podchybie 1980. Jurczak,Ogiegło, Suknarowski        Kabaret 1980. M.Niciej, W.Jochimczyk, J.Peszel

        

F.Suknarowski,R.Tatka, J.Mrowiec,G Studnicki                Kawiarnia domu kultury. od prawej:J.Kajtoch, R.Tatka,    Wernisaż poplenerowy 1981.Garsoniera.                           F.Suknarowski. 
 
 
Z lewej medal wydany przez kpt. Zbigniewa Teplickiego dla załogi statku Wadowice, 
z prawej medal wydany przez Urząd Miejski "Zasłuzony dla miasta Wadowice" /1977/



 

LATA 1972 - 1977

Towarzystwo od początku działalności współpracowało z placówkami kulturalnymi miasta i powiatu: domami kultury, bibliotekami, szkołami, harcerstwem itp. Organizatorami działalności byli wtedy Stanisław Czechowicz, dyrektor Powiatowego a potem Wadowickiego Domu Kultury i Zbigniew Jurczak.  Przekonali ówczesnego Naczelnika Miasta Mariana Skrzypczaka, by wspomógł młody ruch regionalny swoim autorytetem i funkcją. W marcu 1972 zaakceptowano na Walnym Zjeździe skład Zarządu, którym kierował M.Skrzypczak. Sekretarzem został Z. Jurczak a skarbnikiem S.Czechowicz.  Towarzystwo grupowało wtedy głównie malarzy, poetów,  kilkunastu regionalistów i działało w oparciu o dom kultury, z którym często było utożsamiane. Organizowaliśmy wystawy plastyki na murach ulicy Ogrodowej, Galerii w Bramie i spotkania literackie w Kawiarni domu kultury, Klubach Rolnika w powiecie itp. W 1976 przy KPT Beskidnicy powstała też scena małych form teatralnych. Głównym imprezą, która jednoczyła wokół Towarzystwa środowiska kulturalne i oświatowe, były organizowane corocznie Dni Ziemi Wadowickiej a od 1975 Dni Wadowic. 

     

 

    OTWARCIE Dni Ziemi Wadowickiej przez sygnalistów Orkiestry Dętej AZPB z Andrychowa. Rynek przed księgarnią, u wylotu ulicy Krakowskiej. W środku na zdjęciu  S. Czechowicz, obok z lewej Z. Jurczak. 

     

 Afisze, techniką linorytu w formacie A2 wykonywał Roman Kurdziel, znakomity dekorator, liternik, plastyk domu kultury. Dojeżdżał z Andrychowa a w jego pracowni organizowaliśmy się jako grupa Gumigutta. Romek miał spokojny charakter i poczucie humoru. Robił swoje z właściwym umiarem,
bez emocji i to dobrze. W drukarni w Rynku, jak za czasów Foltina czy Zawiły, odbijaliśmy po 50 sztuk plakatów. Justował te linoryty we fragmentach (każdy kolor osobny linoryt) znakomity zecer, Józef Płonka, dopełniając składem napisy. Szło przez maszynę tyle razy, ile kolorów. Maszynę sie myło
i nakładało kolejną farbę. Takie to było rękodzieło. Dzisiaj rarytas.
Romek Kurdziel miał kilka przygód, które warto przypomnieć. Kiedyś dyrektor polecił mu odświeżyć emulsją popiersie Lenina i posłać do komitetu partii na Mickiewicza. Romek zrobił a że nyska była na klockach, kazał woźnemu to zawieść. Były służbowe taczki. Przykryli Lenina jakąś szmatą i woźny (a chodził w służbowym mundurze) pojechał. Na Rynku szmata się obsunęła ukazując siedzącym na ławkach mieszkańcom, białą jak śnieg głowę wodza rewolucji wystającą z taczek. Zrobiła się polityczna afera a wszystko musiał przyjąć na siebie Romek. Zrobił to spokojnie, bez emocji. 
    Byłem świadkiem podobnej ofiarności Romka tuż przed akademią rewolucji październikowej u niego w pracowni. Kiedy wszyscy dostawali organizacyjnej obstrukcji, Romek kończył długie, bo trzy wiersze na 5 metrów hasło na naciągnięte w ramy płótno. Tekst czerwoną emulsją. Czekałem żeby mu pomóc zawiesić. Poszliśmy na scenę w teatrze, słychać z holu orkiestrę z AZPB i szum wchodzących ludzi.
Za kulisami trzy rzędy dla działaczy, prezydium, mównica i my mocujący drutem do rampy hasło.
Nastrój nerwowy. Podnieśliśmy  rampę z hasłem  na tło tylnej kurtyny i poszliśmy do pracowni na szklaneczkę. Skończyła się część oficjalna a do pracowni wpada dwóch tajniaków i posądzają Romka
o sabotaż. Czerwona emulsja dokładnie nie wyschła i z ostatnich liter kapało na faceta w tylnim rzędzie prezydium. Romek jak zwykle przyjął spokojnie te polityczne podniecenia funkcyjnych i przejętego dyrektora. Miał dobry charakter. Odszedł lata temu w zapomnieniu. Pozostawił kilkanaście obrazów (lubił malować Tatry) i te oryginalne afisze, edytorskie cymesy. /Z.Jurczak/
 
   

 Wystawa w Rynku przed kamienica nr 19                                 Wystawa  malarstwa i rzeźby M.Masiora w PDK

 




 

 WSPOMINA  ZBIGNIEW JURCZAK:

 Od jesieni 1969 roku robiłem prywatne wystawy malarstwa na ulicy Ogrodowej grupy Gumigutta (Roman Kurdziel, Michał Mąsior, Staszek Stróż, Włodek Ochman i ja). Później doszli inni i sukcesywnie wzrastała liczba artystów. Trzeba było ten ruch jakoś sformalizować, bo dawało to szansę upowszechnianiu plastyki.  Dużo czasu letniego spędzałem wtedy w Gorzeniu, w Muzeum którym opiekowało się PTTK. Razem z przyjaciółmi: Wieśkiem Bieniaszem, Adamem Rudlem, Gienkiem Kamińskim - koneserami win owocowych, obsługiwaliśmy wycieczki (zwiedzanie, zdjęcia z panią, woda z sokiem, czereśnie) i remontowa-liśmy sale a wieczorem dancing w Czartaku, gdzie wtedy muzykowałem. W pracach remontowych wspomagali nas dorywczo nasi koledzy i fami-lianci, pasjonaci twórczości Zegadłowicza.

Próby powołania stowarzyszenia regionalnego czynili już wcześniej artyści z kręgu dawnego Czartaka: Kazimierz Foryś, Franciszek Suknarowski i major Jan Kaczmarski - niestety bez powodzenia.
Pięćdziesiąt lat temu pracowałem w Zespole Szkół Technicznych w Andrychowie przy ulicy Starowiejskiej. Była to w owych czasach wiodąca szkoła techniczna w powiecie. Inwestował przemysł metalowy, bo szkoła była zapleczem edukacyjnym dla WSW Andrychów. Ponad 1200 uczniów w szkole zasadniczej i w technikum dziennym, wieczorowym i zaocznym. Potem doszła jeszcze filia Politechniki Krakowskiej. Poznałem tam jako nieopierzony nauczyciel, znakomitych andrychowskich pedagogów, wspominanych z niewymuszoną atencją do dzisiaj przez kilka pokoleń wychowanków. Dyrektora mianowało Ministerstwo Przemysłu Maszynowego a główny organizator budowy gmachu i dyrektor, dr Adam Wiktor został w niej nauczycielem. Taka była wtedy praktyka polityki kadrowej przeniesiona z sukcesem do IIIRP.
Pracę zawdzięczałem harcerstwu czyli Hufcowemu, Aleksandrowi Nideckiemu, popularnemu Wektorowi, który był jednym z wicedyrekto-rów ZST.                                  
 
W lutym 1971 roku przy wsparciu szkoły, z profesor Krysią Korbut- Płonkową i Marianem Gancarczykiem, zorganizowałem spotkanie literackie z okazji 30 rocznicy śmierci Zegadłowicza w jego dworze w Gorzeniu Górnym. Wspomógł nas Stanisław Czechowicz, dyrektor Powiatowego Domu Kultury. Udział wzięła młodzież, sympatycy poezji i Grupa Literacka "Gronie" z Żywca ze Zdzisławem Marią Okuliarem i Henrykiem Biłką.                            
    To był taki decydujący impuls zorganizowania stowarzyszenia.           .  
Na wiosnę 1971 poczyniłem pierwsze starania powołania stowarzyszenia. Pojechałem z poetą z Andrychowa, Henrykiem Biłką do Towarzystwa Miłośników Ziemi Żywieckiej, gdzie zapoznałem się z działalnością, organizacją i Ustawą Prezydenta RP z 1936 roku wtedy obowiązującą. Na podstawie ich statutu opracowałem pierwszy statut przyszłego Towarzystwa. W kilka wakacyjnych dni z Adamem Rudlem zebralismy wymaganą liczbę członków założycieli,  których listę wraz z projektem statutu i podaniem o zarejestrowanie złożyłem do Wojewódzkiej Rady Narodowej w Krakowie.
 
Pod koniec grudnia przyszła odpowiedź potwierdzająca wpisanie nas do rejestru stowarzyszeń. Na tej podstawie wyrobiłem pieczątkę o takiej treści, bez adresu, by już formalnie występować w interesie plastyków i Gorzenia. Oficjalną siedzibą (adresem) do 1974 roku było moje mieszkanie przy ulicy Zatorskiej 7. Na wiosnę 1972 wybraliśmy pierwszy zarząd.
 
Ale o tym co było dalej, ku wiedzy tych co stanowią o kulturze miasta i regionu czyli mieszkańców i ich rajców - następnym razem.
 
Członkami Założycielami Towarzystwa byli:                          
z Andrychowa:
Janina Korbel, Marian Gancarczyk, Kazimierz Jasiński.
 
z Wadowic:
Noszka Danuta, Fryc Mieczysław, Bandoła Stanisław, Rudel Adam, Jurczak Zbigniew, Mąsior Michał, Wołek Kazimierz, Jankowski Stanisław, Mazur Jerzy, Studnicki Jan, Jutka Zbigniew, Warmuz Jan, Ocetkiewicz Stanisław, Kwaśny Rudolf, Zając Józef, Rauch Jan.                 

                     

    

 

            

 




 


 

 



 

 



 

 


 

 

  

   




  

 

 

 

 

 




 

 ? 


 

 

 

 

Towarzysko w Andrzejki....