KONFERENCJA HISTORYCZNA 

Wadowic - drogi do wolności

3 listopada 2018 godz. 11.                                Czytelnia Mieszczańska

 

PROGRAM:

Otwarcie spotkania, powitanie Gości, prezentacja programu

                Temat I:     Harcerstwo u progu Rzeczpospolitej

                         - prezentuje dr hab. Janusz  Wojtycza /Kraków/

Historyk, harcmistrz ZHP,  długoletni adiunkt Uniwersytetu Pedagogicznego obecnie Kierownik Katedry Historii Współczesnej Akademii Krakowskiej, autor cyklu wydawniczego historii ZHP.

 

     Polsce skauci aktywnie uczestniczyli w czasie I wojny światowe w walkach o niepodległość; ich udział szacuje się na około 9 tys. Osób. O udziale skautów wadowickich w działaniach wojennych i pracy  w czasie wojny posiadamy niewiele informacji.

Można jednak stwierdzić, że losy wadowickich skautów potoczyły się w sposób dość typowy dla patriotycznie wychowanej młodzieży, która wybuch wojny między zaborcami potraktowała jako szansę na odzyskanie niepodległości przez Polskę. Referat powstał w oparciu o publikacje Konrada Meusa Wadowicka Drużyna Skautowa imienia Stanisława Żółkiewskiego w latach 1911-1918. W stulecie skautingu i harcerstwa w Wadowicach, „Wadoviana” nr 13, harcmistrza Józefa Gondka Rola harcerstwa w szkole powszechnej (na podstawie własnej pracy zawodowej i harcerskiej) i Rafała Tatki : Siedemdziesiąt lat wadowickiego harcerstwa,

Na początku pierwszej wojny światowej wadowiccy skauci weszli       w skład pierwszej kompanii batalionu „Sokołów” wraz z profesorami gimnazjalnymi: Władysławem Kilińskim, Józefem Heriadinem i Janem Stokłosą, dowodzonej przez skauta Bruno Olbrychta. Kompania ta w składzie batalionu Sokołów wyruszyła w dniu 9 września 1914 roku    z Wadowic do Bochni, by dzielić losy 3 pułku piechoty Legionów.     Odpływ kadry instruktorskiej znacznie osłabił żywotność drużyn.

   Potwierdza to Konrad Meus pisząc: „W latach kolejnych wojna światowa stała się przyczyną kilkuletniego zawieszenia działalności skautingu męskiego w Wadowicach, dlatego też źródło to (kronika pierwszej Wadowickiej Drużyny Skautowej) nie posiada żadnych adnotacji za lata 1914–1917.

Jak z tego wynika w okresie wojny w pracy skautowej drużyn męskich nastąpiła prawie trzyletnia przerwa. Istniała jednak w latach 1914–1918 drużyna żeńska. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że jak wiadomo, dziewczęta nie podlegały mobilizacji, a istnienie drużyny żeńskiej w warunkach wojny było praktyczną realizacją założeń skautingu żeńskiego. Niestety nie udało się znaleźć bardziej szczegółowych wiadomości o jej pracy w pierwszych trzech latach wojny.

W Kalendarium z dziejów harcerstwa krakowskiego 19101950 B. Leonharda znajdujemy informację, że w marcu 1917 roku działały drużyny skautek w Nowym Sączu, w Przemyślu, Rzeszowie, Tarnowie, Wadowicach, Nowym Targu i Zakopanem. W tymże Kalendarium… znalazła się również informacja, że 8 grudnia 1917 roku Naczelna Komenda Skautowa mianowała w Wadowicach: prof. Alfreda Beera – komendantem dzielnicowym i członkiem Związkowego Naczelnictwa Skautowego. Oczywiście powołanie komendanta świadczyło o istnieniu pewnej liczby jednostek skautowych. Było wtedy w Wadowicach ponad 100 skautów, a w 1918 roku 10 zastępów. Warto wspomnieć, że       w październiku 1918 roku wstąpił do I Drużyny Skautów w Wadowicach Eugeniusz Fik, późniejszy trzykrotny komendant chorągwi krakowskiej. Na nowo ożywił działalność drużyny gimnazjalnej prof. Alfred Beer (który był równocześnie członkiem Naczelnictwa Związkowego i lustratorem drużyny gimnazjalnej w Myślenicach), a na wysoki poziom podniósł ją jego zastępca i przyboczny Marian Ćwiertniak.  Drużyna składała się jak już , z 10 zastępów i liczyła ponad 100 członków. W ciągu roku szkolnego 1918/19 zastępy odbyły łącznie 350 zbiórek, 10 ćwiczeń i 50 wycieczek. Ponadto od czasu do czasu odbywały się również zbiórki całej drużyny. Na większą uwagę zasługuje przeprowadzenie ponad tygodniowej wycieczki do Krakowa, podczas której druhowie J. Maszlanka i M. Ćwiertniak odbyli przeszkolenie i złożyli egzamin kartograficzno- geoplastyczny, a J. Dihm, A. Bednarski, St. Romaszkan i F. Zacharasiewicz ukończyli kurs zastępowych.

Na rozpoczęcie roku szkolnego 1918/19 wydany został rozkaz, którego treść brzmiała: W poniedziałek dnia 9 września 1918 rozpoczęliśmy pracę skautową, pracę dla dobra narodu, pracę nad sobą, która ma nas uczynić dobrymi synami Ojczyzny. Rozpowszechniło się w Druży

nie naszej mniemanie, że z organizacji skautowej można się bez skrupułu wypisać. Jest to mniemanie błędne, które należy wykorzenić. Przykładajcie się do tej pracy skautowej z całym swym młodzieńczym zapałem, bo bądźcie pewni, że bez zapału, bez żelaznej wytrwałości nie obejmiecie całokształtu pracy skautowej. Uczęszczajcie na zbiórki regularnie, bo każda opuszczona zbiórka będzie przeszkodą w dalszej pracy” napisano w Kronice pierwszej Harcerskiej Drużyny Wadowickiej imienia Stanisława Żółkiewskiego.

 

Kiedy analizujemy program działania drużyn męskich z okresu 1916–1918, nie zauważamy poważniejszych zmian w charakterze ich pracy w stosunku do okresu przedwojennego. Dlaczego sytuacja wojenna nie spowodowała zasadniczych zmian w programie drużyn męskich,    a przeciwnie funkcjonowały one podobnie jak przed wojną, co jest wyraźnie widoczne na tle drużyn żeńskich? Być może zawinił tu brak przygotowania do tego typu pracy – skauci byli przygotowywani do walki, podczas gdy skautki właśnie do służby na tyłach. Może z powodu braku kadry i stałego odpływu starszych skautów nie miał kto przetransponować ogólnych zasad zawartych w prawie skautowym na przydatne w tej sytuacji zadania. Sami członkowie drużyn uważali za główny cel oddziaływanie w duchu narodowym.

Podobnie pisze o tym okresie R. Tatka: „Zreformowano w tym czasie metody pracy skautowej. Mniej przywiązywano wagi do musztry i ćwiczeń polowych, a więcej czasu poświęcano na wychowanie ideowe       i samokształcenie. Założono nawet podręczną bibliotekę skautową, złożoną z 200 książek o treści beletrystycznej, historycznej, społecznej, fi-lozoficznej i przyrodniczej. Aktywność «hetmańskiej» drużyny promieniowała na teren poprzez zamiejscowych uczniów gimnazjalnych, którzy w swoich miejscowościach budzili z letargu przedwojenne organizacje skautowe, bądź też zakładali próbne zastępy i drużyny”. Józef Gondek wspominał, że, „W roku 1920 miejscowe harcerstwo zasila szeregi armii ochotniczej, by podtrzymać nadal piękną tradycję   i służyć wytkniętemu celowi, tj. pracy ku odrodzeniu Polski”.

 

Temat III:           U progu Niepodległości. Rok 1918.

                   - prezentuje prof. Stanisław S. Nicieja  /Opole/  

wybitny znawca tematyki kresowej, autor kilkudziesięciu książek w tym serii Kresowa Atlantyda. Historia i mitologia miast kresowych, autor wielu filmów dokumentalnych, historyk i eseista, długoletni rektor Uniwersytetu Opolskiego, senator RP V kadencji,  orędownik i współtwórca renowacji Cmentarza Orląt na Łyczakowie.

 

1 listopada 1918 roku o godzinie 3,30 nad ranem oddziały ukraińskie rozpoczęły zajmowanie miasta. Akcja przebiegała sprawnie. Ukraińcy obsadzili bez trudności gmach Namiestnictwa, magistrat, koszary (internując żołnierzy Polaków), Cytadelę, Wysoki Zamek z kopcem Unii Lubelskiej, gmach Policji, Pocztę Główną, dworce kolejowe i rogatki miasta. Na rynku i głównych placach ustawiono posterunki        z karabinami maszynowymi. Śpiesząca rano na cmentarze ludność polska - był wszak 1 listopada, a więc obchodzone niemal  powszechnie święto zmarłych - doznała konsternacji. Ruch tramwajowy był wstrzymany, ulice patrolowali liczni uzbrojeni żołnierze ukraińscy, na gmachach publicznych wisiały ukraińskie flagi. Dla Polaków, którzy po błogim śnie obudzili się nagle w „ukraińskim Lwowie” był to absolutny szok.Proces dojrzewania zbrojnego konfliktu polsko - ukraińskiego trwał długo i sięgał  lat osiemdziesiątych XIX wieku. Wiązał się z krystalizacją aspiracji niepodległościowych Ukraińców zamieszkujących monarchię habsburską, a konkretnie Galicje Wschodnią, nazywaną przez Polaków Małopolską Wschodnią. Ukraińcy galicyjscy, nazywani Rusinami, dążyli do własnego, niepodległego państwa między Sanem a Zbruczem.

 Według austriackiego   spisu z 1910 roku, obszar ten zamieszkiwało   5 337 000 osób, spośród których 71% stanowili Ukraińcy (Rusini), 14,5% - Polacy, 12,5% - Żydzi. Charakterystyczne było, iż ludność miejska w Galicji Wschodniej, stanowiła około 18 % a wiejska aż      82 %, z tym że większość w miastach stanowili Polacy i Żydzi. Lwów zajmował pozycję wyjątkową. Przez cały XIX wiek około 50% mieszkańców miasta było wyznania rzymskokatolickiego, około 13% grecko katolickiego i około 30% mojżeszowego. W 1910 roku na ogólną liczbę 206 000 mieszkańców miasta 175 560 osób jako język ojczysty podało polski, 21 780 - ruski (ukraiński). Dane te pozwalają jednoznacznie stwierdzić, iż Lwów był wówczas miastem polskim i rządzonym przez Polaków.

 

W wielopokoleniowych  bojach Polaków o  niepodległość, trzytygodniowe walki o Lwów od 1 do 22 listopada w 1918 roku to krótki, barwny epizod. Weszły one do historii Polski i mitologii narodowej pod nazwą Obrona Lwowa.  U zarania II Rzeczypospolitej, gdy Lwów był wielkim centrum kultury polskiej i przez Polaków administrowanym, termin „obrona” był oczywisty. Jego sens rozumiało każde dziecko. Dziś, gdy na mocy układów jałtańskich i poczdamskich Lwów nie jest już miastem polskim, termin ten wymaga pewnych wyjaśnień.

Jako Polacy mamy prawo mówić o obronie Lwowa w listopadzie 1918r., gdyż nasi rodacy wystąpili wówczas przeciw  ukraińskiemu wojskowemu zamachowi stanu. To nie oni zaatakowali, ale zostali zmuszeni do obrony. Nie sięgali po cudzą własność, lecz bronili swej ojcowizny, swych domów, ulic, szkół, uczelni, fabryk i warsztatów.  Początkowo bronili się samotnie, bez pomocy z zewnątrz, której Polska, po latach niewoli dopiero odradzająca się jako państwo, dać nie mogła. Zanurzeni w mrokach długich listopadowych nocy, okrążeni, pozbawieni światła, wody i żywności, wykazywali częstokroć krańcową desperację. Wśród obrońców byli robotnicy i urzędnicy, księża  i batiarzy - słynni lwowscy ulicznicy, kobiety, dzieci i starcy oraz ci najbardziej ofiarni - gimnazjaliści i studenci.  Im to właśnie nadano dumny przydomek „Orlęta Lwowskie”. Setki spośród nich padło, broniąc ojcowizny i torując drogę odsieczy z głębi Polski. Legli później pospołu na cmentarzu, który był jedną z największych świętości Polski i jedną z osobliwości w świecie. Czyn Lwowskich Orląt stał się z dnia na dzień powszechnie znany w całej Polsce. Wszedł do  podręczników szkolnych jako wzorzec postawy patriotycznej. Pobudzał wyobraźnię twórców, skupiał uwagę cudzoziemców.

 

 Legenda Lwowskich Orląt i obrona miasta Semper Fidelis w listopadzie 1918 roku należy do polskich mitów patriotycznych. W mitologii narodowej czyn gimnazjalistów i studentów broniących kresowej strażnicy funkcjonuje podobnie jak obrona Częstochowy przed Szwedami w 1655 roku, zwycięstwo Sobieskiego pod Wiedniem w 1683 roku, brawurowa szarża szwoleżerów Kozietulskiego pod Somosierrą w 1808  roku, czyn Legionów Piłsudskiego w latach 1914-1917, Bitwa Warszawska zwana Cudem nad Wisłą w sierpniu 1920 roku, obrona Westerplatte we wrześniu 1939 roku, Powstanie Warszawskie w sierpniu 1944 roku.

Fenomen legendy Orląt Lwowskich przejawiał się w fakcie, iż mimo upływu tylu dziesięcioleci polscy turyści we Lwowie nadal uparcie poszukiwali Cmentarza Orląt, który był wówczas wysypiskiem śmieci        i pomstowali nad profanacją tego miejsca. Nieważne było, że mieli dość mgliste pojęcie, kiedy i w jakich okolicznościach padli ci, którym wzniesiono tak niezwykły panteon chwały.

Legenda Lwowskich Orląt mimo niesprzyjających okoliczności przetrwała w rodzinach, nie tylko lwowiaków, głównie dzięki przekazom ustnym.

 Lwowskie Orlęta pełniły w międzywojennej Polsce rolę kamieni na szaniec, jaka w ćwierć wieku  później przypadła chłopcom z „Zośki” i „Parasola”./…/ Legenda Orląt, tak jak i ta o chłopcach spod „Parasola”, nie jest sztucznie wyolbrzymiana, czego się nie da powiedzieć o wielu innych legendach - zwłaszcza tych, co mają urzędowy stempel. Lwów rzeczywiście obroniły wyrostki. Nawet dzieci miały udział w zwycięstwie.