Wadowice, 08.11.2019 rok

 

Rada Miejska

w Wadowicach

 

Szanowni Państwo.

Z okazji nadchodzącej 100 rocznicy urodzin Karola Wojtyły - papieża Jana Pawła II, zwracamy się z propozycją i prośbą uhonorowania tego wydarzenia nadaniem nazw ulic lub innych obiektów imieniem nauczycieli Karola Wojtyły. Nie musimy tłumaczyć, że Karol Wojtyła swoją wybitną indywidualność zawdzięczał prawidłowemu wychowaniu i edukacji. Przez 8 lat Jego głównymi edukatorami byli nauczyciele ówczesnego Gimnazjum o których, jako moderatorach osobowości późniejszego papieża nikt nie pamięta, a przecież to oni kształtowali zainteresowania intelektualne ucznia Karola Wojtyły.                                                                                           Nauczycielem, który wpłynął zdecydowanie na kształt zainteresowań krajoznawczych, przyrodniczych i społecznych Karola Wojtyły był  Jan Sarnicki - geograf, oficer kampanii wrześniowej i francuskiej, więzień obozów koncentracyjnych i artysta malarz (1904-1905).   Jego szerokie dossier opracował prof. Stefan W. Aleksandrowicz ( Wadoviana nr 12 z 2009) .                              

   Kolejną osobą  która wpłynęła na etyczno - artystyczną  postawę przyszłego papieża, był Jego długoletni przyjaciel i nauczyciel Mieczysław Kotlarczyk (1908-1978) - doktor filozofii, polonista, teatrolog, , reżyser  i twórca Teatru Rapsodycznego w Krakowie.  Związek tych postaci szeroko udokumentowała dr Marta Burghardt  ( Wadowickie korzenie Karola Wojtyły - Wadowice 2013 oraz    Nieznany przyjaciel Karola Wojtyły, Kraków 2007).

To tylko dwie propozycje pamięci współczesnych o osobach tworzących środowisko intelektualne miasta, które miało wpływ na wielkość i znaczenie przyszłego biskupa, kardynała i papieża Jana Pawła II. Ze swej strony zapewniamy pomoc merytoryczną  w przybliżeniu mieszkańcom i radnym sylwetek proponowanych patronów.

Z wyrazami szacunku

Zbigniew Jurczak - prezes Zarządu 

 


 

Wadowice, dnia 30.10.2019

 

Starostwo Powiatowe

w Wadowicach

Zarząd Powiatu

 

Szanowni Państwo.

Prosimy uprzejmie o wyrażenie zgody na zabezpieczenie pomnika                           E. Zegadłowicza przy Liceum przed skutkami zimy.

Struktura betonowa popiersia została naruszana przede wszystkim w okresie zimowym, kiedy różnice temperatur i woda powodują rozmrażanie.                          Ponieważ czynimy wspólnie starania o ratowanie pomnika, nim służby konserwatorskie podejmą decyzję i zanim zdobędziemy środki, musimy zabezpieczyć popiersie na zimę, bo degradacja będzie postępować nadal.                     Zabezpieczenie wykonamy we własnym zakresie, zgodnie z praktyką konserwatorską stosowaną w tego typu przypadkach (skrzynia zabezpieczająca).

 

Zbigniew Jurczak

Prezes Zarządu

 

Do wiadomości:

a.    Dyrekcja Liceum Ogólnokształcącego,

 

b.    Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków



Towarzystwo Miłośników
Ziemi Wadowickiej Wadowice, 22.02.2019
Ul. Krakowska 8
34-100 Wadowice
KRS 0000115606

 

Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków
Ul. Kanonicza 24
31-002 KRAKÓW

 

Szanowni Państwo.

Na podstawie art.9 poz.1 Ustawy o ochronie zabytków, wnosimy o wpis do rejestru zabytków nieruchomych pomnika Emila Zegadłowicza w Wadowicach, ul. Mickiewicza, gmina Wadowice nr działki 166/1, 169/2.

Uzasadnienie:

Od 1966 roku w Wadowicach przy ulicy Mickiewicza 16, przed budynkiem Liceum,
stoi pomnik Emila Zegadłowicza (wtedy patrona szkoły), autorstwa artysty rzeźbiarza Franciszka Suknarowskiego (1912-1998), ucznia X. Dunikowskiego.
Jest to jedyny w Polsce pomnik tego wyjątkowego pisarza i poety, tak związanego
z Wadowicami, jedyny ślad literackich osiągnięć XX lecia międzywojnia w naszym regionie, zwłaszcza po likwidacji Muzeum Emila Zegadłowicza w Gorzeniu Górnym.
Popiersie ok. 180 cm wysokości, odlane w betonie, na cokole 2,20 m, wykonane zostało w 1959 roku i ofiarowane Liceum na jego 100 lecie w 1966 roku. Ponieważ była to darowizna, nie została zewidencjonowana księgowo ani w buchalterii szkoły ani administracji samorządowej. Pomnik jest naniesiony na mapy geodezyjne, jednak nieumieszczony w opisie. Powoduje to wiele problemów z jego konserwacją, drobnymi remontami itp., ponieważ formalnie dla administracji nie istnieje, mimo że fizycznie stoi już ponad 50 lat.
Po 1990 roku ani dyrekcja Liceum, ani Starostwo Powiatowe ani Burmistrz, nie wykazywali zainteresowania stanem technicznym i formalnym obiektu. Kilkukrotnie pobudzaliśmy samorząd do remontów kosmetycznych, które wykonywano.
Pomnik nie jest ujęty w Gminnej Ewidencji Zabytków, uaktualnionej w 2016 roku. Nie wiemy, kto fizycznie zajmował się GEZ Wadowic, ale pełno w niej pomyłek i błędów,
co stawia wiarygodność ewidencji pod znakiem zapytania. Wiemy, o czym piszemy, bo
w latach 1984-1990 współpracowaliśmy z Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków
w Bielsku Białej m.in. przy inwentaryzacji kilku obiektów i wpisaniu w rejestr zabytkowego układu urbanistycznego Wadowic w 1986.
Odnosimy wrażenie, że samorząd powiatowy i dyrekcja Liceum boją się tematu Zegadłowicz z uwagi na reakcję Kościoła lub duchownych. Wnosimy to po tym,
jak bez reakcji ze strony Państwa i samorządów, upadło Muzeum Zegadłowicza
w Gorzeniu Górnym, chociaż posiadłość jest własnością skarbu państwa i podlega, jak
i działalność statutowa Fundacji, nadzorowi ze strony Starostwa i sądu rejestrowego.

Mimo braku z naszej strony ustawowych uwarunkowań do wpisu w rejestr zabytków,
na mocy art.9 poz.1 Ustawy, wnosimy o wpis z urzędu do rejestru zabytków nieruchomych, pomnika Emila Zegadłowicza w Wadowicach, ul. Mickiewicza, gmina Wadowice, nr działki 166/1, 169/2.

Z wyrazami szacunku

Towarzystwo Miłośników Ziemi Wadowickiej,
Zbigniew Jurczak – prezes Zarządu

 

W załączeniu przesyłamy
1/ wniosek o wpis do rejestru,
b/ wypis z rejestru gruntów, - 2 egz.
c/ mapę sytuacyjna w skali 1 : 500 – 2 egz.
d/ fotografię –

e/ https://dzieje.pl/kultura-i-sztuka/emil-zegadlowicz-antyklerykal-ktorego-wiersze-lubil-czytac-jan-pawel-ii

f/ https://pl.wikipedia.org/wiki/Emil_Zegad%C5%82owicz

 


WADOWICKIE HARCERSTWO

  Harcerstwo jest najstarszą i najlepszą organizacją wychowawczą dla dzieci i młodzieży. Założony przez Baden-Powella w Wielkiej Brytanii ruch skautowy szybko dotarł do Lwowa (A. Małkowski) i innych miast Galicji. W Wadowicach już jesienią 1911 roku przy Gimnazjum powstał zastęp a później drużyna skautów (B. Olbrycht i inni). Odtąd Gimnazjum a później Liceum, w zależności od stanowiska dyrekcji, było aż do końca XX wieku matecznikiem harcerstwa. Za dyrektora F. Gwiżdża i pod opieką Cz. Panczakiewicza zorganizowano powiatowy Hufiec męski i równolegle w Gimnazjum Żeńskim Hufiec żeński. W czasie okupacji wielu wadowickich harcerzy walczyło na frontach II wojny światowej, kilkunastu z nich poległo. Po II wojnie szybko wznowiła działalność drużyna przy Gimnazjum, która w 1946 zorganizowała obóz w Lądku Zdroju a w rok później zastęp dh K. Strzeszyńskiego (E.Rzycki, J.Majka, F.Kasperkiewicz i inni) obóz wędrowny z Gdańska do Szczecina. Po 1948 roku zmieniono politycznie charakter harcerstwa. Odrodzenie następuje po 1957 roku. Wracają dawni instruktorzy (R. Dąbrowski, Z. Siłkowski, M. Kania).

Od 1960 roku powiatowy hufiec prowadził dh A. Nidecki. Wychowawcą kilku pokoleń licealnych harcerzy była dh J. Dębska a Hufiec obozował w Bieszczadach, na Spiszu, Opolszczyźnie by wreszcie osiąść nad morzem. Po reformie administracji powiatowy Hufiec rozpada się na kilka mniejszych. Prowadził go dh A. Stopka (późniejszy komendant Chorągwi) i dh J. Sobota, który organizował bazę w Zalesiu i Dom Harcerza w parku. W 1982 roku, za kadencji dh Z. Majtczaka, do Hufca przyłączają się harcerze z gmin: Tomice, Brzeźnica, Mucharz i Spytkowice. W 1989 powstaje Krąg Instruktorów Seniorów a baza w Zalesiu staje się własnością wieczystą Hufca. W dwa lata później pierwszy zagraniczny obóz w Bańskiej Bystrzycy (kadencja dh B.Polaka). Do Hufca w 1994 roku, za kadencji dh M. Bika, przyłącza się Kalwaria Zeb. a w Pogorzelicy nad morzem, rozpoczyna działalność baza obozowa. W 1997 Hufiec uzyskuje obecny lokal przy ul.Teatralnej 2.

Od 2000 roku, Komendant Hufca dh Marcin Homel i zaangażowani druhowie: B.Kadela, D.Sarapata, I.Niedźwiedź, S.Knapczyk, M.Z.Herzyko-wie, D.Polan i wielu, wielu innych, wspierani przez niezastąpionego dh T. Zielińskiego-skarbnika, rozwinęli działalność tak, że dzisiaj Hufiec należy do czołówki polskiego harcerstwa. Obejmuje działaniem 18 gmin powiatów wadowickiego, suskiego, oświęcimskiego i krakowskiego. Posiada bazy wypoczynkowe w Zalesiu, Suchej, Mucharzu i nad morzem w Pogorzelicy i Unieściu. Działa aktywnie kilkadziesiąt drużyn zuchowych, harcerskich, starszo harcerskich, kręgów i formacji specjalistycznych.

W Akcji Letniej biorą udział kolejne pokolenia harcerzy, kształcąc wiedzę i samodzielność - tak potrzebną w dorosłym życiu.


 

KONFERENCJA HISTORYCZNA 

Wadowic - drogi do wolności

3 listopada 2018 godz. 11.                                Czytelnia Mieszczańska

 

PROGRAM:

Otwarcie spotkania, powitanie Gości, prezentacja programu

                Temat I:     Harcerstwo u progu Rzeczpospolitej

                         - prezentuje dr hab. Janusz  Wojtycza /Kraków/

Historyk, harcmistrz ZHP,  długoletni adiunkt Uniwersytetu Pedagogicznego obecnie Kierownik Katedry Historii Współczesnej Akademii Krakowskiej, autor cyklu wydawniczego historii ZHP.

 

     Polsce skauci aktywnie uczestniczyli w czasie I wojny światowe w walkach o niepodległość; ich udział szacuje się na około 9 tys. Osób. O udziale skautów wadowickich w działaniach wojennych i pracy  w czasie wojny posiadamy niewiele informacji.

Można jednak stwierdzić, że losy wadowickich skautów potoczyły się w sposób dość typowy dla patriotycznie wychowanej młodzieży, która wybuch wojny między zaborcami potraktowała jako szansę na odzyskanie niepodległości przez Polskę. Referat powstał w oparciu o publikacje Konrada Meusa Wadowicka Drużyna Skautowa imienia Stanisława Żółkiewskiego w latach 1911-1918. W stulecie skautingu i harcerstwa w Wadowicach, „Wadoviana” nr 13, harcmistrza Józefa Gondka Rola harcerstwa w szkole powszechnej (na podstawie własnej pracy zawodowej i harcerskiej) i Rafała Tatki : Siedemdziesiąt lat wadowickiego harcerstwa,

Na początku pierwszej wojny światowej wadowiccy skauci weszli       w skład pierwszej kompanii batalionu „Sokołów” wraz z profesorami gimnazjalnymi: Władysławem Kilińskim, Józefem Heriadinem i Janem Stokłosą, dowodzonej przez skauta Bruno Olbrychta. Kompania ta w składzie batalionu Sokołów wyruszyła w dniu 9 września 1914 roku    z Wadowic do Bochni, by dzielić losy 3 pułku piechoty Legionów.     Odpływ kadry instruktorskiej znacznie osłabił żywotność drużyn.

   Potwierdza to Konrad Meus pisząc: „W latach kolejnych wojna światowa stała się przyczyną kilkuletniego zawieszenia działalności skautingu męskiego w Wadowicach, dlatego też źródło to (kronika pierwszej Wadowickiej Drużyny Skautowej) nie posiada żadnych adnotacji za lata 1914–1917.

Jak z tego wynika w okresie wojny w pracy skautowej drużyn męskich nastąpiła prawie trzyletnia przerwa. Istniała jednak w latach 1914–1918 drużyna żeńska. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że jak wiadomo, dziewczęta nie podlegały mobilizacji, a istnienie drużyny żeńskiej w warunkach wojny było praktyczną realizacją założeń skautingu żeńskiego. Niestety nie udało się znaleźć bardziej szczegółowych wiadomości o jej pracy w pierwszych trzech latach wojny.

W Kalendarium z dziejów harcerstwa krakowskiego 19101950 B. Leonharda znajdujemy informację, że w marcu 1917 roku działały drużyny skautek w Nowym Sączu, w Przemyślu, Rzeszowie, Tarnowie, Wadowicach, Nowym Targu i Zakopanem. W tymże Kalendarium… znalazła się również informacja, że 8 grudnia 1917 roku Naczelna Komenda Skautowa mianowała w Wadowicach: prof. Alfreda Beera – komendantem dzielnicowym i członkiem Związkowego Naczelnictwa Skautowego. Oczywiście powołanie komendanta świadczyło o istnieniu pewnej liczby jednostek skautowych. Było wtedy w Wadowicach ponad 100 skautów, a w 1918 roku 10 zastępów. Warto wspomnieć, że       w październiku 1918 roku wstąpił do I Drużyny Skautów w Wadowicach Eugeniusz Fik, późniejszy trzykrotny komendant chorągwi krakowskiej. Na nowo ożywił działalność drużyny gimnazjalnej prof. Alfred Beer (który był równocześnie członkiem Naczelnictwa Związkowego i lustratorem drużyny gimnazjalnej w Myślenicach), a na wysoki poziom podniósł ją jego zastępca i przyboczny Marian Ćwiertniak.  Drużyna składała się jak już , z 10 zastępów i liczyła ponad 100 członków. W ciągu roku szkolnego 1918/19 zastępy odbyły łącznie 350 zbiórek, 10 ćwiczeń i 50 wycieczek. Ponadto od czasu do czasu odbywały się również zbiórki całej drużyny. Na większą uwagę zasługuje przeprowadzenie ponad tygodniowej wycieczki do Krakowa, podczas której druhowie J. Maszlanka i M. Ćwiertniak odbyli przeszkolenie i złożyli egzamin kartograficzno- geoplastyczny, a J. Dihm, A. Bednarski, St. Romaszkan i F. Zacharasiewicz ukończyli kurs zastępowych.

Na rozpoczęcie roku szkolnego 1918/19 wydany został rozkaz, którego treść brzmiała: W poniedziałek dnia 9 września 1918 rozpoczęliśmy pracę skautową, pracę dla dobra narodu, pracę nad sobą, która ma nas uczynić dobrymi synami Ojczyzny. Rozpowszechniło się w Druży

nie naszej mniemanie, że z organizacji skautowej można się bez skrupułu wypisać. Jest to mniemanie błędne, które należy wykorzenić. Przykładajcie się do tej pracy skautowej z całym swym młodzieńczym zapałem, bo bądźcie pewni, że bez zapału, bez żelaznej wytrwałości nie obejmiecie całokształtu pracy skautowej. Uczęszczajcie na zbiórki regularnie, bo każda opuszczona zbiórka będzie przeszkodą w dalszej pracy” napisano w Kronice pierwszej Harcerskiej Drużyny Wadowickiej imienia Stanisława Żółkiewskiego.

 

Kiedy analizujemy program działania drużyn męskich z okresu 1916–1918, nie zauważamy poważniejszych zmian w charakterze ich pracy w stosunku do okresu przedwojennego. Dlaczego sytuacja wojenna nie spowodowała zasadniczych zmian w programie drużyn męskich,    a przeciwnie funkcjonowały one podobnie jak przed wojną, co jest wyraźnie widoczne na tle drużyn żeńskich? Być może zawinił tu brak przygotowania do tego typu pracy – skauci byli przygotowywani do walki, podczas gdy skautki właśnie do służby na tyłach. Może z powodu braku kadry i stałego odpływu starszych skautów nie miał kto przetransponować ogólnych zasad zawartych w prawie skautowym na przydatne w tej sytuacji zadania. Sami członkowie drużyn uważali za główny cel oddziaływanie w duchu narodowym.

Podobnie pisze o tym okresie R. Tatka: „Zreformowano w tym czasie metody pracy skautowej. Mniej przywiązywano wagi do musztry i ćwiczeń polowych, a więcej czasu poświęcano na wychowanie ideowe       i samokształcenie. Założono nawet podręczną bibliotekę skautową, złożoną z 200 książek o treści beletrystycznej, historycznej, społecznej, fi-lozoficznej i przyrodniczej. Aktywność «hetmańskiej» drużyny promieniowała na teren poprzez zamiejscowych uczniów gimnazjalnych, którzy w swoich miejscowościach budzili z letargu przedwojenne organizacje skautowe, bądź też zakładali próbne zastępy i drużyny”. Józef Gondek wspominał, że, „W roku 1920 miejscowe harcerstwo zasila szeregi armii ochotniczej, by podtrzymać nadal piękną tradycję   i służyć wytkniętemu celowi, tj. pracy ku odrodzeniu Polski”.

 


Temat III:           U progu Niepodległości. Rok 1918.

                   - prezentuje prof. Stanisław S. Nicieja  /Opole/  

wybitny znawca tematyki kresowej, autor kilkudziesięciu książek w tym serii Kresowa Atlantyda. Historia i mitologia miast kresowych, autor wielu filmów dokumentalnych, historyk i eseista, długoletni rektor Uniwersytetu Opolskiego, senator RP V kadencji,  orędownik i współtwórca renowacji Cmentarza Orląt na Łyczakowie.

 

1 listopada 1918 roku o godzinie 3,30 nad ranem oddziały ukraińskie rozpoczęły zajmowanie miasta. Akcja przebiegała sprawnie. Ukraińcy obsadzili bez trudności gmach Namiestnictwa, magistrat, koszary (internując żołnierzy Polaków), Cytadelę, Wysoki Zamek z kopcem Unii Lubelskiej, gmach Policji, Pocztę Główną, dworce kolejowe i rogatki miasta. Na rynku i głównych placach ustawiono posterunki        z karabinami maszynowymi. Śpiesząca rano na cmentarze ludność polska - był wszak 1 listopada, a więc obchodzone niemal  powszechnie święto zmarłych - doznała konsternacji. Ruch tramwajowy był wstrzymany, ulice patrolowali liczni uzbrojeni żołnierze ukraińscy, na gmachach publicznych wisiały ukraińskie flagi. Dla Polaków, którzy po błogim śnie obudzili się nagle w „ukraińskim Lwowie” był to absolutny szok.Proces dojrzewania zbrojnego konfliktu polsko - ukraińskiego trwał długo i sięgał  lat osiemdziesiątych XIX wieku. Wiązał się z krystalizacją aspiracji niepodległościowych Ukraińców zamieszkujących monarchię habsburską, a konkretnie Galicje Wschodnią, nazywaną przez Polaków Małopolską Wschodnią. Ukraińcy galicyjscy, nazywani Rusinami, dążyli do własnego, niepodległego państwa między Sanem a Zbruczem.

 Według austriackiego   spisu z 1910 roku, obszar ten zamieszkiwało   5 337 000 osób, spośród których 71% stanowili Ukraińcy (Rusini), 14,5% - Polacy, 12,5% - Żydzi. Charakterystyczne było, iż ludność miejska w Galicji Wschodniej, stanowiła około 18 % a wiejska aż      82 %, z tym że większość w miastach stanowili Polacy i Żydzi. Lwów zajmował pozycję wyjątkową. Przez cały XIX wiek około 50% mieszkańców miasta było wyznania rzymskokatolickiego, około 13% grecko katolickiego i około 30% mojżeszowego. W 1910 roku na ogólną liczbę 206 000 mieszkańców miasta 175 560 osób jako język ojczysty podało polski, 21 780 - ruski (ukraiński). Dane te pozwalają jednoznacznie stwierdzić, iż Lwów był wówczas miastem polskim i rządzonym przez Polaków.

 

W wielopokoleniowych  bojach Polaków o  niepodległość, trzytygodniowe walki o Lwów od 1 do 22 listopada w 1918 roku to krótki, barwny epizod. Weszły one do historii Polski i mitologii narodowej pod nazwą Obrona Lwowa.  U zarania II Rzeczypospolitej, gdy Lwów był wielkim centrum kultury polskiej i przez Polaków administrowanym, termin „obrona” był oczywisty. Jego sens rozumiało każde dziecko. Dziś, gdy na mocy układów jałtańskich i poczdamskich Lwów nie jest już miastem polskim, termin ten wymaga pewnych wyjaśnień.

Jako Polacy mamy prawo mówić o obronie Lwowa w listopadzie 1918r., gdyż nasi rodacy wystąpili wówczas przeciw  ukraińskiemu wojskowemu zamachowi stanu. To nie oni zaatakowali, ale zostali zmuszeni do obrony. Nie sięgali po cudzą własność, lecz bronili swej ojcowizny, swych domów, ulic, szkół, uczelni, fabryk i warsztatów.  Początkowo bronili się samotnie, bez pomocy z zewnątrz, której Polska, po latach niewoli dopiero odradzająca się jako państwo, dać nie mogła. Zanurzeni w mrokach długich listopadowych nocy, okrążeni, pozbawieni światła, wody i żywności, wykazywali częstokroć krańcową desperację. Wśród obrońców byli robotnicy i urzędnicy, księża  i batiarzy - słynni lwowscy ulicznicy, kobiety, dzieci i starcy oraz ci najbardziej ofiarni - gimnazjaliści i studenci.  Im to właśnie nadano dumny przydomek „Orlęta Lwowskie”. Setki spośród nich padło, broniąc ojcowizny i torując drogę odsieczy z głębi Polski. Legli później pospołu na cmentarzu, który był jedną z największych świętości Polski i jedną z osobliwości w świecie. Czyn Lwowskich Orląt stał się z dnia na dzień powszechnie znany w całej Polsce. Wszedł do  podręczników szkolnych jako wzorzec postawy patriotycznej. Pobudzał wyobraźnię twórców, skupiał uwagę cudzoziemców.

 

 Legenda Lwowskich Orląt i obrona miasta Semper Fidelis w listopadzie 1918 roku należy do polskich mitów patriotycznych. W mitologii narodowej czyn gimnazjalistów i studentów broniących kresowej strażnicy funkcjonuje podobnie jak obrona Częstochowy przed Szwedami w 1655 roku, zwycięstwo Sobieskiego pod Wiedniem w 1683 roku, brawurowa szarża szwoleżerów Kozietulskiego pod Somosierrą w 1808  roku, czyn Legionów Piłsudskiego w latach 1914-1917, Bitwa Warszawska zwana Cudem nad Wisłą w sierpniu 1920 roku, obrona Westerplatte we wrześniu 1939 roku, Powstanie Warszawskie w sierpniu 1944 roku.

Fenomen legendy Orląt Lwowskich przejawiał się w fakcie, iż mimo upływu tylu dziesięcioleci polscy turyści we Lwowie nadal uparcie poszukiwali Cmentarza Orląt, który był wówczas wysypiskiem śmieci        i pomstowali nad profanacją tego miejsca. Nieważne było, że mieli dość mgliste pojęcie, kiedy i w jakich okolicznościach padli ci, którym wzniesiono tak niezwykły panteon chwały.

Legenda Lwowskich Orląt mimo niesprzyjających okoliczności przetrwała w rodzinach, nie tylko lwowiaków, głównie dzięki przekazom ustnym.

 Lwowskie Orlęta pełniły w międzywojennej Polsce rolę kamieni na szaniec, jaka w ćwierć wieku  później przypadła chłopcom z „Zośki” i „Parasola”./…/ Legenda Orląt, tak jak i ta o chłopcach spod „Parasola”, nie jest sztucznie wyolbrzymiana, czego się nie da powiedzieć o wielu innych legendach - zwłaszcza tych, co mają urzędowy stempel. Lwów rzeczywiście obroniły wyrostki. Nawet dzieci miały udział w zwycięstwie.    

 


 WADOVIANOM  do sztambucha - Z.Jurczak 2009.

 

Każda władza polityczna ma swoją propagandę. Współcześni budują historię – to też oczywiste. Współcześni poprawiają historię!! I to też staje się oczywiste.

        Służą temu narzędzia każdej władzy: od wyrobników pióra po ministerstwa, od szkolnictwa po IPN. Ale nawet w okowach zależności można zachować godność. Franciszek Villon w XV w. każdy utwór dedykował swojemu sponsorowi. Pozwalał sobie jednak pisać: „Xiążę, całując cię w zafajdaną dziurę od rozporka ....”. Miał polot i odwagę więc nie dziwota, że skończył na szubienicy. Władza socjalistyczna płaciła swoim apologetom przywilejami, stanowiskami, forsą a choćby nawet możliwością publikowania ich pożal się Boże twórczości. Nie inaczej jest i dzisiaj chociaż mamy demokracje a jednym z głównych postulatów 1980 roku była wolność słowa! Za to przynajmniej niepokornych już nie wieszają, najwyżej, wzorem  socrealizmu, zutylizują społecznie.  

       Od 1980 r. nasze Towarzystwo było wydawcą  wielu publikacji. Miało nad sobą bat – jak wszyscy wydawcy- w postaci cenzury. Ani wydawnictw ani Towarzystwa nie sponsorowała żadna polityczna ani gospodarcza władza. Może dlatego byliśmy uczciwi wobec naszych Czytelników? Nie zdarzyło się – mimo tzw. reżimu władzy- byśmy w Nadskawiu – almanachu TMZW, puszczali jakieś wiernopoddańcze teksty albo naginali historię lub ją wręcz fałszowali. Tak przy okazji, almanach Nadskawie, jak nazwa sugeruje, dotyczył tematyki kulturalnej ziemi nad Skawą. Publikowaliśmy tematy z Jordanowa, Makowa, Suchej, Zatora a Wadowice w naszych planach miały być centrum Nadskawia, pojęcia, które wprowadziliśmy do nazewnictwa.

     Od 1990 roku władzę samorządową w Wadowicach i powiecie pełni ta sama ekipa. Taki monolit na miarę dawnego monolitu partyjnego. Z tym, że za czasów PRL władza była jedna, ale ludzie się zmieniali. Dzisiaj ludzie są ci sami mimo, iż tak samo co cztery lata mamy wybory. Widać że parafianom się to bardzo podoba. Tyle tytułem wyjaśnienia. Teraz do rzeczy.

       Otóż ta władza samorządowa, z naszych obywatelskich podatków i dochodów, utrzymuje pewne instytucje i zadania, które mają realizować  potrzeby społeczne. Do realizacji potrzeb z zakresu szeroko pojętej kultury  ma służyć działalność Wadowickiego Centrum Kultury. Działalność wysoko przez nas ceniona i podziwiana, ale .... No właśnie. WCK jest od kilku lat wydawcą przeglądu historyczno-kulturalnego o pretensjonalnej nazwie „Wadoviana” gdzie jak się wydaje, głównym  redaktorem jest Michał  Siwiec – Cielebon. Nie będziemy znęcać się nad tymi Wojtylianami, Wadovianami, Sacrami itp. twórczością językową bo nie o to chodzi. Rozumiemy, że współczesna władza i jej poplecznicy, ze strachu i niewiedzy odcinają się całkowicie od komuny, więc periodyk kulturalny miasta i regionu nie może się według nich nazywać Almanach Kulturalny „Nadskawie.” 

     W ostatnim numerze przeglądu (Wadowiana nr 11, rok 2008) obok wielu ciekawych czy premierowych tematów, pełno jest Michała Siwca dwojga nazwisk Cielebona. A to jako redaktora współpracującego, jako recenzenta czy autora dominujących materiałów historycznych. Jednym z nich jest publikacja pt. STAN WOJENNY CZYLI