Wadowice, 21.11.2019

 

Szanowny Pan

Szymon DUMAN

Wójt Gminy Stryszów

 

Z ponownym zaskoczeniem i nie mniejszym zdziwieniem przyjęliśmy Pańskie pismo (OR.161.1.2019 MP) odmawiające dofinansowania wspólnie organizowanego pleneru pn. Wokół Jeziora Mucharskiego. Zawarliśmy umowę ustną, która wśród ludzi kulturalnych a także w świetle prawa cywilnego jest wiążąca. Obecny był przy tym sekretarz Zarządu TMZW kol.G. Pacut.

 Plener miał na celu, oprócz promocji regionu, zainicjowanie współpracy kulturalnej trzech Gmin obrzeża jeziora. W dniach od 23 do 29 września br. wzięło w nim udział 14 artystów plastyków z Polski i zagranicy. Efektem wymierzalnym pleneru jest promocja Gminy przez twórczość artystyczną uczestników oraz kilkanaście obrazów, także dla współorganizatorów. 88,4% kosztów ponieśliśmy na rzecz Spółdzielni Chełm w Stryszowie jako usługodawcy pobytu uczestników w Dworze Senator. Udział finansowy gminy wyniósł 980,00 złotych tj. 14,2% wszystkich kosztów.  Uważamy, że to kwota niewygórowana.   

W ramach zajęć edukacyjnych młodzież klasy VII szkoły w Zakrzowie miała spotkanie z uczestnikami pleneru, poznała techniki i style w malarstwie w czasie procesu twórczego.  W materiałach informacyjnych i promocyjnych była prezentowana obok innych współorganizatorów także Gmina Stryszów.

Po otrzymaniu od Państwa 09.10.br. odmowy dofinansowania, osobiście z Panem rozmawiała na ten temat w dniu 06.11.br. pani K. Rzeszowska, skarbnik naszego Zarządu. Zostawiła ponownie dokumentacje księgową, bo dał Pan nadzieję na uregulowanie należności. 14.11.br. otrzymaliśmy poleconym ponowny zwrot dokumentacji i tym samym odmowę płatności.

Zastanawia nas, skąd w gminie – bo reprezentuje Pan Urząd i Gminę Stryszów – taki charakter postępowania? Przecież nie o brak środków tu chodzi. Wszak to tylko 980 złotych. Dla nas kwota istotna, bo utrzymujemy się ze składek i darowizn.                                

W latach poprzednich nasza współpraca przynosiła wymierne efekty mieszkańcom. Wspólnie organizowaliśmy plenery i kilka wystaw w Muzeum w Stryszowie oraz ekspozycję promocyjną Waszej Gminy w Wadowicach w 2013. Byliśmy też fundato-rem tablicy pamiątkowej w Gimnazjum w Zakrzowie.

Kultura regionalna, którą wszyscy współtworzymy wymaga współpracy ludzi kulturalnych, animatorów i instytucji - zwłaszcza samorządowych. Wszystko dla dobra współobywateli. Pański poprzednik dobrze to rozumiał i wtedy mieszkańcy gminy uczestniczyli i korzystali z wielu inicjatyw regionalnych.  Nie prosimy już o realizację zobowiązania wsparcia pleneru, bo po Pańskim zachowaniu wnosimy, że widocznie Gmina jest na skraju bankructwa albo kultura - ta obyczajowa także – jest Panu obca. Życzę Panu autorefleksji i samodzielności w ocenie rzeczywistości społecznej. Po prostu kindersztuby. Ze swej strony będziemy w miarę naszych możliwości, promować Pańską postawę jako włodarza Gminy. 

Zbigniew Jurczak – prezes TMZW

 

Pospolity rodowód Rzeczy .

Mówiła mi mama, bym się nie bał chama, bo cham to jest cham i boi się sam - śpiewał na koncercie Solidarności w 1981 roku Jan Tadeusz Stanisławski, niezapomniany profesor mniemanologii stosowanej. W tym czterowierszu ujął dosadnie charakter ówczesnej władzy, wywodzącej się bądź co bądź z klasy robotniczo-chłopskiej. Śpiewał ten tekst dla członków związku, którzy rodowód też mieli chłopsko-robotniczy czyli chamski.

W czasach demokracji szlacheckiej, w I Rzeczpospolitej do której odwołuje się nasza Konstytucja, poddany czyli chłop, włościanin - nie miał prawa wyborczego. Dotyczyło ono jedynie szlachty a nie chamstwa, bo tak nazywała poddanych ta uprzywilejowana własnością grupa społeczna. Cham charakteryzował się przede wszystkim poddaństwem i posłuszeństwem. Mimo wewnętrznego buntu - wymuszoną spolegliwością. Cham był z gruntu leniwy, niezaradny, tępy, podatny na pijaństwo i oporny wobec samokształcenia. Był za to gorliwym katolikiem. W austriackim zaborze, po 1772 roku nadal funkcjonował podział na chamów i panów a relacje między tymi stanami odpowiadały celnej diagnozie Mikołaja Reja z XVI wieku. Wiek XIX zaczął zmieniać stosunki na wsi.

Zniesienie pańszczyzny i autonomia dała większe możliwości chłopstwu. Rozwój przemysłu i komunikacji poszatkował szlachtę, przeniósł ją do miast i dał szansę społecznego awansu chamom, jak ich nadal protekcyjnie nowe mieszczaństwo nazywało.

Nadal szansą kariery dla zdolnych dzieci chłopskich była sutanna lub mundur wojskowy, ale już pojawili się na wsiach majętni włościanie, przejmujący, jak i Żydzi, upadające obszary dworskie. Rosła świadomość społeczna.

Wielka wojna światowa, która zlikwidowała mocarstwa i dawne stosunki społeczne dając wojskowy awans wielu chłopom - dała też II Rzeczpospolitą.

Niepodległość i demokracja zaczęła się od wojny między chamami a panami o Polskę, która doprowadziła do zabójstwa pierwszego prezydenta. O gospodarce z rozpędu decydowała jednak wykształcona na dobrych, europejskich uczelniach elita, głównie potomkowie dawnych panów i mieszczan.

W 1926 roku Piłsudski spacyfikował demokrację panów i chamów zastępując ją wojskową dyktaturą. Wykształcone służbą i wojną potomstwo chamów, szybko awansowało na wojskowe kadry, zachowując kształcony przez pokolenia nawyk koniunkturalnego poddaństwa. Formalna edukacja w szkołach i kasynach oficerskich, zapewniła im w II Rzeczpospolitej rajskie życie na koszt podatników. Ich przydatność i poziom zawodowych umiejętności zweryfikował wrzesień 1939 roku.

Po 1945 roku Polska została oddana przez Stalina kolejnemu pokoleniu chamów, które podpierając to ideologią stworzyło sojusz robotniczo-chłopski czyli jedność, bo przenosząc wieś do miasta awansowała chłopa na robotnika.

Polityka społeczna skasowała panów. Rozdając hektary poddanym chamom dała jednak możliwość nieograniczonej edukacji ambitnym i pracowitym. Postawiono na szkolnictwo, by wiedza zamiast wiary stała się narzędziem poznawania rzeczywistości. Braki obyczajowe próbowano niwelować finansowaniem łatwo dostępnej kultury: prasy, filmu, teatrów, galerii, bibliotek itp.itp. Dzisiaj widać, że niewiele to dało.

Obecna Rzeczpospolita kontynuuje w jakiś sposób tradycje polskiego chama. Mamy europejski poziom konsumpcyjny, materialny dobrobyt i nowych "właścicieli" Rzeczpospolitej. Zdecydowana większość społeczeństwa ma chamski rodowód, bo chamskie zachowali obyczaje. To bezrefleksyjne poddaństwo wobec pana i plebana, ten tępy nawyk wiary bez szacunku dla wiedzy stworzył jedyną w Europie państwowość opartą o ambonę, o wyznanie. Polak w większości decydującej to Katolik, wierny wyznawca autorytarnego systemu Kościoła a daleko później dopiero Obywatel państwa dla którego demokracja ogranicza się do procedur i narzędzi stosowanych przez kolejne ekipy Rzeczpospolitej.

Ten egzystencjalny dylemat Polaków: wiara czy wiedza, Kościół czy Demokracja, wylansował nową klasę politycznych panów wyrosłą, a jakże - z chamów. Bez tej nieodzownej dawnym elitom kindersztuby; wiedzy i obyczaju. Polityk partii rządzącej, jak przyzwoity cham - jest egoistą, ksenofobem, chciwym i pazernym tupeciarzem. Słabszego zmusi do poddaństwa, silniejszemu będzie usłużnie czapkował.

W IV RP władza chamów i plebanów, spacyfikowała klasę średnią i inteligencję. Kupiła strachem wyznaniowym i budżetowym socjałem posłuszeństwo tępego pospólstwa.

Cham boi się sam - puentował J.T.Stanisławski. Myślę, że na chama potrzeba bata społecznego oporu i krytyki. W przeciwnym wypadku czeka Rzeczpospolitą los poprzednich. Tej pierwszej i tej drugiej. /Z.Jurczak/

W kolejną rocznicę 13 grudnia roku pamiętnego......

Jest koniec grudnia a w Ares, gdzie jestem u brata, wiosenna pogoda. Na górzystej plaży koło Arcachon setki ludzi a molo gęste od spacerujących. Brata z Polski wywiała w latach osiemdziesiątych konsekwencja fascynacji Solidarnością. Francja wierna ideom własnej rewolucji, dala azyl uchodźcy politycznemu. Te szczytne, humanistyczne idee demokracji wykorzystuje dzisiaj z premedytacja ortodoksyjny islam zajmując powoli kraj Woltera. Brat z uporem finalizuje budowę drugiego już domu. Twierdzi, że to kapitał dla synów, którzy nie bardzo angażują się w działalność ojca. Twierdzą, że trudny do współżycia. O mnie zapewne też tak mówią.

 Oparty o narastającą frustracje ekonomiczną a podpalony przez Zachód i Jana Pawła II ruch Solidarności, zaciążył na losach całego pokolenia. Skazał na emigracje tych najbardziej zaangażowanych w społeczne, ludzkie sprawy pozbawiając kraj tak potrzebnych po 1989 roku kadr. Mimo upływu tylu lat, brat nadal żyje sprawami Polski tak jak jego koledzy z internowania. Wczoraj parę godzin debatował na skypie z wadowiczaninem, Michałem M., z dawnej Komisji Górnictwa Rady Krajowej "S". Michał zdolny inżynier, mimo wieku jeszcze pracuje w nadzorze inwestycyjnym hrabstwa Hamilton w Kanadzie, bo potrzebują jego wiedzy i doświadczenia. Całe nasze pokolenie skażone Solidarnością do dzisiaj uparcie, mimo realiów politycznych, trzyma sie tamtych ideałów. Ta eksplozja wolnościowej szansy w 1980 roku dała wielu z nas odwagę oportunizmu i sprzeciwu wobec ideowego czy administracyjnego zniewalania. To pozostało, choć życie nieraz zmuszało do koniunktury, by obowiązki rodzinne wobec kolejnego pokolenia wypełnić.

Ares to niewielkie letnisko nad Basenem Arcachon, na jego północnej części. Niedaleko stąd na Cap Feret, do Lacaneau, Biscaros – wypoczynkowych enklaw nad Atlantykiem. Poznawałem je w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Przyjeżdżałem tu na saksy jak wielu mających okazje i odwagę wyjechać do sezonowej pracy, by utrzymać rodzinę w kraju. Za naszych dziadków jeździło się do Saksonii w Niemczech - stąd saksy. Nie sądziłem w 1988 roku, kiedy wysyłałem córkę na studia do Francji, z przestrogą by do kraju nie wracała, że za rok zawali się ten cały system polityczny.  Mieliśmy wtedy nadzieję, że z wolnej Polski nie trzeba będzie już wyjeżdżać za chlebem. Rzeczywistość, którą sami konstruowaliśmy zaśmiała się ironicznie, bo tak wielkiej emigracji jaka jest po 2010 roku nie było nawet za zaborów. O tym, że Polska pozbawia sie najlepszych – nie muszę przekonywać. Wychodzi na to, że emigracja stanu wojennego przygotowała grunt dla emigracji swoich dzieci i wnuków. 

 

Harnasiowe mity.

 
Dziejopisarze każdej nowej, poprawnej politycznie rzeczywistości, tworzą historię, diametralnie różną od poprzedniej. Robią to w sposób zaangażowany, w przekonaniu o słuszności nawiedzonej im interpretacji. Obchodzone z pompą 100 lecie Niepodległości czyli rocznica setna Konferencji Paryskiej, która orzekła o powstaniu Polski jak i kilkunastu państw z dawnego cesarstwa Habsburgów, spowodowała wylew wszelkiej materii opracowań. Wraca w nich odbijany echem albo kwasem żołądkowym mit Harnasia - dobrego zbója, co to bogatym zabierał a biednym dawał. Te rodzime legendy, niczym wcześniejsza literatura fantastyczna Sienkiewicza, powielają ten sam schemat - bohatera wbrew wszelkim racjonalnym przesłankom.  Tak stworzono mit  o Komendancie i Pierwszej Kompanii Kadrowej WP, która poszła 6 sierpnia 1914 roku z Krakowa do Kongresówki wzniecać powstanie. Powstała na mocy postanowień aliantów Polska, oddała się w ręce, zwłaszcza po przewrocie majowym, Piłsudskiemu i jego mundurowym. Gorliwi historycy  tworzyli mitologię a wojskowi przejmowali administrację państwa. Opozycję wysyłano do Berezy. To wódz a nie Rozwadowski był autorem cudu nad Wisłą, to jego geniusz obronił Europę przed bolszewicką nawałą. Uwielbienie Marszałka znalazło nawet umocowanie w kodeksie karnym, który karał za naruszanie dobrego imienia wodza. O narodowym święcie 19 marca, z okazji imienin Piłsudskiego  - nie wspomnę.
Po 1945 roku, kolejne pokolenie apologetów - tym razem sowieckiej rzeczywistości, tworzyło kolejne harnasiowe mity. A to o Małym Franku, a to o Janku Krasickim czy o Buczku lub gwardzistach w buczynie. Propaganda szalała i zgodnie z zasadą, opozycję wpychano do tiurmy albo na Sachalin. Trochę to trwało, nim dojrzało i wyedukowało się powojenne pokolenie. Trzeba przyznać że na fali emocji podsycanej religią, zdolne było podnieść bunt w 1980 roku, który w efekcie przyczynił się do rozłożenia jałtańskiego układu w Europie.
      III RP oparta, a jakże, na dyktaturze tym razem partii przykościelnych, też musi mieć swoich dziejopisarzy. Stworzyła nawet specjalny Instytut Pamięci do produkcji kolejnych mitów w których nasz narodowy Harnaś, ubrany w koalicyjkę i orła z koroną, walczy nadal po wojnie z sowieckim najeźdźcą, ze sługusami reżimu komunistycznego.
         Pierwszy okres okupacji komunistycznej w wielu regionach kraju cechowała znacząca dominacja podziemia/.../ - czytamy w obszernym opracowaniu o długim, naukowym tytule*. Na potwierdzenie zasięgu tej walki o niepodległość, autor przytacza list sekretarza PPR z 1946 roku.                         
"Niniejszym donoszę Wam, że na terenie Wadowic zajmujemy się tylko pogrzebami. Po ostatniej odprawie wojewódzkiej chować będziemy 6-tą ofiarę. Oprócz tego pobicia i rabunków mieliśmy bez liku, nawet już nikt nie zgłasza, że u niego byli"./koniec cytatu/
     Ot, powód do uzasadnionej dumy dla historyków III RP. Dzielni Harnasie, Żołnierze Wyklęci, mimo realiów politycznych, ustaleń jałtańskich, obecności milionowej Armii Czerwonej - nie poddali się rzeczywistości. Uniesieni duchem Opatrzności, nadal realizowali swoją ambitną na miarę poziomu intelektualnego, politykę.  
"Od 1945 r. miejsce volkdeutschów i hitlerowców zajęli członkowie aparatu komunistycznego i jego współpracownicy. Dlatego też osoby zidentyfikowane jako agentura sowiecka (głównie członkowie PPR i funkcjonariusze UB) skazywani byli na karę chłosty/.../lub karę śmierci. Równocześnie przeprowadzano jako formę zadośćuczynienia społeczno-gospodarczego na rzecz walczących o niepodległość Polski konfiskatę mienia". - tłumaczy autor metodykę walki ze sługusami reżimu. Lżej nieco - jak zauważa - traktowano żołnierzy WP a nawet milicjantów, zwłaszcza szeregowych. Tylko zabierano im mundury, chyba że zasłużyli to chłosta albo śmierć. Oto dzielne Harnasie, godne pamięci, wzór dla naszej młodzieży i harcerzy - przebija z tekstu opracowania. Przebieg jednej z akcji, przeprowadzonej po południu 1 czerwca 1945 roku - mógłby posłużyć do napisania scenariusza sensacyjnego filmu - jak zauważa autor. Do budynku banku (dzisiaj PKO)  naprzeciwko gmachu UB (obecnie policji) przy ulicy Lwowskiej, weszło czterech bojowców. Zaryglowali drzwi od środka, wyjęli broń i...
 " sterroryzowali siedem znajdujących się tam osób, pracowników i klientów, po czym związali ich i zakneblowali, po uprzednim ustaleniu, gdzie przechowywana jest gotówka i depozyty. A właśnie w tym dniu, jak zwykle pierwszego każdego miesiąca, zgromadzone były w sejfach KKO środki na wypłaty dla kilku wadowickich instytucji". /koniec cytatu/.
       Dzięki tej bohaterskiej akcji Harnasie zamówiły sobie krótkofalówkę a kilkaset rodzin zostało pozbawionych wypłaty. I dobrze im tak, po co robili w PRL-u. Harnasie wróciły na meliny, oblewając zapewne bimbrem dobrą robotę. Zaplanowali przy okazji następną. A to zabić sekretarza PZPR-u, a to działacza PSL-u , a to gorliwego UB-eka czy milicjanta. Raz zabrali kasę na wypłatę dla robotników z Andrychowskich Zakładów Przemysłu Bawełnianego, to znowu okradli jakiś sklep czy kółko rolnicze, napadli na posterunek w Kalwarii a w Makowie zastrzelili publicznie wójta na rynku. Dzielne były te herosy o egzotycznych pseudonimach: Mściciel, Granit, Żbik, Błysk, Bunta, Wicher, Sałapatek, Błyskawica, itp. Dumne są Wadowice z dokonań Żołnierzy Wyklętych, bo prawie w każdym numerze Przeglądu Historyczno-Kulturalnego Wadoviana, opiewane są przez Autora wyjątkowe czyny militarne wojskowych, jako wzór edukacyjny dla młodzieży. Opiewane naukowo, bo podparte autorytetem Rady Naukowej i recenzentów.
 Zbigniew JURCZAK
 
*Michał Siwiec-Cielebon:  Przygotowani na najgorsze - do końca wierni Polsce. Opór wobec systemu komunistycznego na Ziemi Wadowickiej w l.1945-55 - Rekonesans i próba wstępnej systematyki niektórych aspektów. 
WADOVIANA. Przegląd Historyczno-Kulturalny nr 14. Wadowice 2011.

 

KONFERENCJA cd.

Temat III. TRANSFORMACJA USTROJOWA W 1989 ROKU

             prezentuje dr inż. Radosław KAPŁAN  (Kraków)

pracownik  naukowy AGH, z racji pochodzenia (Sucha Beskidzka) zajmuje się pozazawodowo najnowszymi dziejami Nadskawia w tym Ziemi Wadowickiej.

 Obchodzimy nad podziw hucznie 100 lecie Niepodległości czy też, w świetle aktualnej, rządowej polityki historycznej raczej 100 lecie odzyskania Niepodległości, bo przecież III RP nie uznaje Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej za byt niepodległy. Odruchowo narzuca się dygresja. Jeśli było odzyskanie to musiała być jakaś utrata, upadek, zabór tej niepodległości. Oczywiście wiemy doskonale, że spowodowały to zabory. Interesujący się historią Polski wiedzą, że nie obyło się to bez naszego udziału, przyczyniliśmy się do tego charakterem naszej polityki, specyficznym uprawianiem „szlacheckiej” demokracji, której doświadczamy i dzisiaj. Zgodnie z dewizą - mądry Polak po szkodzie, natychmiast rozpoczęliśmy walkę o wolność, przeważnie na rzecz innych nacji. Taką formą były też Legiony Piłsudskiego. Konferencja Paryska po I wojnie, stworzyła współczesną mapę Europy. W jej wyniku powstały niepodległe państwa w tym i Polska, która poszerzając strefę wpływów, kształtowała w latach 1919-1922 swoją politykę, swoje miejsce w Europie, ale i politykę wewnętrzną. I RP skończyła się rozbiorami, II RP wojną z Niemcami. Wyrosła na emocjonalnym romantyźmie mentalność rodaków, pozwalała ugrupowaniom wszelkiej maści na uprawianie swoistej polityki chwili, populizmu na  bieżące potrzeby, bez przewidywalnych konsekwencji. Lata 1945-1947 były próbą powrotu do mechanizmów demokracji II RP, ale o losie Polski, jak po I wojnie, zadecydowali inni, tym razem w Jałcie wpędzając pół Europy w utopijną, jak każda, ideologię. Żelazna kurtyna - dzieląc Europę zainicjowała wyścig zbrojeń, lecz mimo tego, oprócz Bałkanów, żyjemy w pokoju niespotykanie długi jak na kontynent okres czasu. Niemała w tym zasługa polityków pokojowej transformacji ustroju w Polsce.    O tym się jednak zapomina.Potępianie PRL-u uprawiane oficjalnie przez  III RP, zaciążyło na  świadomości historycznej współczesnych Polaków.

Potwierdza się dzisiaj konstatacja, że po wydarzeniach w Polsce i na Węgrzech w 1956 roku, od kryzysu kubańskiego w 1962, Zachód postawił na odśrodkowy demontaż systemu sowieckiego. Wybór Polski na podstawowe narzędzie nie był przypadkowy. Byliśmy drugim państwem w bloku wschodnim i jedynym, gdzie prywatna własność (rolnictwo i rzemiosło) miała gospodarcze znaczenie a jednowyznaniowość z egzaltowanym romantyzmem,  była fundamentem narodowej świadomości. Od 1964 roku notujemy znaczący rozwój polskiej sekcji Radia Wolna Europa. Po izolacjonizmie gospodarczym Gomułki przychodzi dekada Gierka, sekretarza o zachodniej proweniencji, mimo wielu moskiewskich konkurentów. Polska wpuszcza do krajów RWPG powiew liberalnej gospodarki, wolnej kultury i wymiany naukowej. Przy partyjnym centraliźmie, gospodarka musiała dostać zadyszki  a podsycane wszelkim konsumpcjonizmem społeczne oczekiwania szybko rosły. Był ten okres, jak wcześniej w sztuce, realnym socjalizmem.

Tak to nazywam. Uliczne nazywanie tamtego systemu komunizmem, jest propagandowym chwytem. Nazywanie przez ludzi światłych, w publikacjach – świadczy o poziomie wiedzy lub charakteru, bo jakże nazwać ówczesny system w Związku Radzieckim, w NRD czy Czechosłowacji skoro u nas był komunizm?                                        

Zapewne wybór w 1978 roku Karola Wojtyły na papieża nie leżał pierwotnie w planach Zachodu – sugeruje to zadziwiająco krótki elektorat JPI, ale postawienie Polaka na czele Kościoła, poruszyło lawinę narodowych emocji, która społeczne oczekiwania skumulowała w 10 milionowym ruchu Solidarności. To pospolite ruszenie było formą odreagowania bardziej na polityczny system niż na poziom socjalny bytu, co obecna rzeczywistość potwierdza. Jednocześnie poruszyło niespotykane od II wojny, podziały w społeczeństwie. Ówczesne wydarzenia, przy dogmatyzmie PZPR, prowadziły do wewnętrznego konfliktu i były zagrożeniem dla  wschodniego bloku. Kontyngent wojsk radzieckich  był wystarczający do spacyfikowania nastrojów, groziło to starciem wojsk Układu Warszawskiego i  wojną w środku Europy, jaka ogarnęła w chwilę potem Bałkany. Dla Czechów interwencja w Polsce byłaby formą rewanżu za 1938 i 1968 rok. Rozwiązanie jakie w tej patowej sytuacji zastosował Jaruzelski, było jedynym. Zgoda Kremla na gwarancje jakie dawał Jaruzelski na pewno uchroniła nas od wojny domowej. Wiemy czym skończył się w 1926 roku etap budowy systemu demokratycznego u zarania II RP. Bezkrwawy okres stanu wojennego    i tak dał wystarczającą pożywką dla wszystkich malowanych kombatantów i jest do dzisiaj wygodnym pretekstem podziałów społecznych.

Prowincjonalne Wadowice w czasie tych historycznych dla Polski decyzji, stały na uboczu. Jak prawie każda prowincja liczyły na przeczekanie i zajmowały się zmianami nazewnictwa ulic. Niewiele jest zatem publikacji dotykających tamtych wydarzeń a jeśli już są, to raczej służą tworzeniu mitologii a nie dokumentowaniu dziejów.

 Tematem „Wadowickich dróg do wolności” , zajmowali  się dotychczas lokalni historycy. Głównie Michał Siwiec – Cielebon i Andrzej Nowakowski, a jednostkowo K. Koźbiał, T. Graff, P. Wyrobiec, T. Gajczak,  J. Zeman, M. Witkowski i inni. Zarówno M.Siwiec-Cielebon jak i A.Nowakowski, w swoich licznych publikacjach nie są zbyt obiektywni. Przez bogatą, dominującą formę warsztatu naukowego, który często przysłania autorskie konkluzje, przebija się emocjami podbity tendencyjny aprioryzm. Jeśli wiarygodnym wydaje się opis mobilizacji w 1918 roku dla obrony Lwowa /Vadowiana/ to w publikacjach dotyczących lat 1981-1989 /Vadowiana nr 11/2008/ Cielebon dokonując interpretacji wydarzeń, tworzy raczej opozycyjny rodowód dla głównych funkcyjnych ówczesnego samorządu. Sugeruje to także ówczesne zawodowe umocowanie autora.  Jeszcze dalej poszedł A. Nowakowski. Jego praca „Wadowice w latach 1945-1990” na którą oczekiwano z zainteresowaniem, okazała się bardziej wizytówką narcyzmu autora niż naukową publikacją. Książka zawiera 8 rozdziałów, z czego połowa (150 stron) dotyczy lat 1945-1979 a kolejne 150 stron ( IV rozdziały) lat 1980-1990. Prawie 60% treści dotyczy wydarzeń i spraw ogólnokrajowych czy światowych. Ten obszerny dla dziejów Wadowic kontekst, całkowicie przysłania zasadniczy temat. IV rozdziały dotyczą dekady wadowickiej Solidarności, której autor był działaczem i pracownikiem. Publikacja dowodzi, że był też bohaterem.

 Rozbudowana forma warsztatowa stwarza pozory naukowości przy treściach, które nie są ani wiarygodnym ani obiektywnym źródłem. Dużo tu informacji potocznej, domysłów, pospolitych plotek i tendencyjnych interpretacji.

Osnową części pierwszej jest walka Kościoła z „komunistami” zakończona wyborem papieża, części drugiej – walka Solidarności z „komunistami” zakończona wolnymi wyborami. W pierwszej bohaterem jest ksiądz  proboszcz L. Prochownik, w drugiej Autor.  Zaletą pracy jest jednak na pewno kwerenda źródeł, które są załączone. 

     Droga do wolności w okresie transformacji ustrojowej 1989 roku miała w konsekwencji  charakter podobny do wydarzeń 1945 roku. Realną władzę przejęli nie ci co o wolność Wadowic walczyli. W 1945 roku dotyczyło to ruchu oporu na Ziemi Wadowickiej, w 1989 roku – lokalnej opozycji. W 1980 roku, kiedy powstawały spontanicznie zakładowe struktury Solidarności, wszystkie należały do Regionu Małopolska, bo decyzją Krajowej Komisji w Gdańsku, działało 17 regionów a nie 49 jak liczba ówczesnych województw. Powołano w Wadowicach Międzyzakładową Komisję Koordynacyjną (MKK), której przewodniczył J. Zeman. Komisja zajmowała się regulowaniem postulatów załóg, korelacją i kooperacja działań. 11 listopada 1980 Komisja zobowiązała się do przeniesienia pomnika żołnierza 12 pp z powrotem na ulicę Lwowską. W kwietniu 1981 Komisja zorganizowała w domu kultury koncert dla zakładów pracy pn. Kultura bez cenzury oraz wystarała się o lokal dla działalności związkowej przy Rynku 12 .

      W zimie 1981 mocne organizacyjnie strajki w Bielsku, zmusiły Komisję Krajową do uznania regionu Podbeskidzie (wcześniej uznano Zachodniopomorskie), który m.in. obietnicą uruchomienia delegatury w Wadowicach, przekonał zakładowe komisje do zasilenia Podbeskidzia. W Regionie Małopolska została nauczycielska Solidarność (przewodniczący J.Zeman) służby zdrowia (przewodnicząca A. Kiernic-ka), krakowskich filii zakładów i Komisja Spółdz. Mieszkaniowej - którą kierował Z. Jurczak,  członek Zarządu MKK, organizator biura, wtedy viceprezes TMZW. Jego relacje dowodzą, że działalność opozycji i Solidarności została wykorzystana w celu przejęcia władzy w 1989 przez grupę koleżeńską jednego wydziału zakładów zbrojeniowych –Łabędy.

    Członkiem MKK w 1981 był ówczesny pracownik Urzędu Miasta, prawnik A. Nowakowski, który redagował pisma do magistratu a później, z polecenia pracodawcy – odpowiadał Komisji. Przy powołaniu delegatury (od 1 lipca 1981) A. Nowakowski był jedynym chętnym do zatrudnienia, gdyż dla  działaczy zakładowych nie była to pewna i korzystna oferta. Został etatowym przewodniczącym jednak z początkiem grudnia go odwołano z powodu braku jakichkolwiek  zdolności organizacyjnych (m.in. do administracji zatrudnił osobę ze środowiska komitetu PZPR).

 

     Najważniejszym osiągnięciem wadowickiej Solidarności było przeniesienie pomnika 12 pp na ulicę Lwowską. Realizowała to ekipa Małopolska przy wydatnym wsparciu (zezwolenia, konserwator, zbiórka funduszy, wykonanie rzeźby) Towarzystwa  Miłośników Ziemi Wadowickiej, bo ono miało umocowanie formalno-prawne. Także wizyta L. Wałęsy w Wadowicach w październiku 1981 była zorganizowana przez MałopolskęPo 13 grudnia internowaniu podlegli działacze związani z Podbeskidziem, bo taki wykaz miała SB z Bielska. Internowanie J. Zemana związanego z Małopolską odbyło się dodatkowo, prawdopodobnie na zlecenie osoby, której nazwiska można się jedynie domyślać. Analogicznie postąpiono w Tarnowie, gdzie na zlecenie ówczesnego wojewody internowano wadowiczanina, Adama Jurczaka, redaktora naczelnego partyjnego tygodnika TeMI. Wadowiczaninem najdłużej, bo do grudnia 1982  internowanym, o którym ani Nowakowski, ani lokalni historycy nie wspominają, był Michał Mąsior, członek Sekcji Górnictwa Krajowej Komisji w Gdańsku.

     W 1982 roku, jesienią, TMZW zorganizowało oficjalną wystawę historyczną poświeconą 12 pp (zbiory M.Cielebona). Od tamtej chwili, wokół Towarzystwa skupiła się grupa opozycjonistów na czele z Józefem Zemanem, który został sekretarzem Towarzystwa. Działalność polegała  na utrzymywaniu kontaktów i pomocy materialnej potrzebującym. W 1982 za kolportowanie ulotek w zakładzie w Kętach (filia Wadowic) na podstawie kilku oficjalnych donosów jego kolegi współpracownika, został aresztowany Zdzisław Szczur. Po pierwszym Z. Szczur był informowany i ostrzeżony - jak zeznał były szef wadowickiego SB Marian Ramenda - o konsekwencjach wynikających z ustawy o stanie wojennym. Trzecie  oficjalne zgłoszenie (donos) współpracownika o dalszym kolportowaniu, musiało się skończyć aresztowaniem, bo „…nasi musieli wreszcie reagować, bo by wylecieli z roboty’ – jak spuentował to Ramenda.

W 1986 roku powstało w klasztorze oo. Karmelitów, przy życzliwości ówczesnego przeora, Duszpasterstwo Ludzi Pracy. Skupiła się tam wadowicka opozycja a comiesięczne msze za ojczyznę, były okazją do wykładów, spotkań tematycznych i organizowaniu imprez patriotycznych, które pozwalały odreagować uczestnikom tej formy biernego oporu.  Organizatorem tych spotkań byli głównie działacze z Fabryki Elementów Obrabiarkowych i Instytutu Odlewnictwa. Bumar Łabędy, gdzie istniała wcześniej duża organizacja, był w stanie wojennym zakładem zmilitaryzowanym i żaden z członków „S” nie ryzykował uczestnictwem a co dopiero działalnością.

Po uchyleniu stanu wojennego i powołaniu w kraju Komitetów Obywatelskich desygnowanych do organizowania i przejmowania władzy, działając formalnie w lokalu Towarzystwa Miłośników, Komitet Obywatelski, któremu przewodniczył Witold Rozmanith, był od  początku miejscem  burzliwego ścierania się różnych koncepcji oraz walki o potencjalną władzę. Obok kilkunastu działaczy stanu wojennego, pojawili się nowi aktywiści a przede wszystkim uaktywniła się Solidarność „bumaru Łabędy”. Akcje propagandową wolnych wyborów w 1989 roku (ulotki, afisze) prowadziła grupa z Łabęd skupiona wokół Ewy Filipiak. I to oni przejęli po wyborach inicjatywę w Komitecie Obywatelskim eliminując z niego dotychczasowych działaczy. Konsekwencją było obsadzenie w 1990 roku głównych stanowisk w lokalnej administracji przez działaczy z tego zakładu. Kierownikiem Urzędu Rejonowego (odpowiednik powiatu) został Józef Wiktor, przewodniczącym Rady Miasta Jerzy Ochman, obaj z Łabęd. Zarząd Miasta, zdominowany przez działaczy z Łabęd,   w wyniku interwencji Ponaru (Wiesław Wójtowicz i inni), wybrał na burmistrza Kazimierza Malczyka, działacza z zewnątrz, jednak kierownikiem podstawowego Wydziału Inwestycyjno - Organizacyjnego Urzędu Miasta uczynił E. Filipiak, głównego animatora przejęcia władzy przez grupę  z  Łabędy.

Co prawda K. Malczyk zwolnił z pracy Ewę Filipiak, ale było to  pół roku przed upływem kadencji. W tym czasie E. Filipiak miała już całkowicie opanowaną sytuację polityczną w mieście. Bez problemu wygrała wybory w 1994 roku, a po powstaniu powiatów w 1998 roku, pod dyktando jej ugrupowania, które opanowało struktury lokalne AWS a potem PiS i PO, prowadzono politykę kadrową także w Starostwie Powiatowym. Dopiero wybory w 2014 roku  pozbawiły E. Filipiak stanowiska burmistrza, jednak nie pozbawiły realnych wpływów. Od 2015 jest posłem PiS i formalnym liderem politycznym prawicy, co ma wpływ na samorządność , opartą - jak prawie w całej Polsce - bardziej o świadomość wyznaniową niż obywatelską.