Wincenty Bałys

swoją artystyczną osobowość kształcił w kręgu regionalizmu kulturowego Emila Zegadłowicza. Piewca Beskidów, decydując się na stworzenie w rodzinnym Gorzeniu enklawy artystycznej, budował nie tylko zaplecze dla swojej literackiej twórczości, ale także warunki dla rozwoju kultury regionalnej. Dwór w niedalekim od Wadowic Gorzeniu był w latach 1922-1939 emanującym na kulturalną Polskę ośrodkiem, który głównie tworzyli związani z regionem twórcy. Wincenty Bałys był w tej kompanii artystą znaczącym, rzeźbiarzem wybitnym, pracowitym i wykształconym. Talentem wyjątkowym w pospolitym życiu i  może dlatego mało znanym i mało cenionym. Z ułamków relacji, dokumentów i wspomnień współczesnych; z zachowanych ale rozproszonych prac Artysty, jawi sie nam postać człowieka o wielkiej wrażliwości nie tylko artystycznej, ale i społecznej. Sensacją lat ostatnich było odkrycie przez panią dr Martę Burghardt tak bliskich ideowo związków Bałysa z Mieczysławem Kotlarczykiem i  Karolem Wojtyłą. Wspólnota artystycznego posłannictwa z filozoficznym pojmowaniem roli sztuki w teistycznym ujęciu świata, połączyła braterstwem intelektu ludzi o tak różnym pochodzeniu, wykształceniu i różnicy wieku. Ten fakt zdecydowanie poszerza naszą wiedzę o  Wincentym Bałysie.

Droga rozwoju talentu wiodła przez zakład kamieniarski Józefa Jury. Ten absolwent ASP miał już za sobą znaczne sukcesy w rzeźbie sakralnej, kiedy około 1924 roku otworzył zakład kamieniarski przy ulicy Młyńskiej. Z familijnych przekazów wiemy,  że mały Wicek lubił czytać, rysować, rzeźbić. To był świat kształcenia jego wyobraźni. Nie dziwią więc fatalne wyniki w nauce i notoryczna absencja w szkole na rzecz realizowania własnych marzeń.  Osiemnastoletni Wicek Bałys, u pierwszego mistrza który był promotorem jego artystycznej kariery - znalazł wymarzoną przystań i pracę. To przez Jurę Bałys trafił do kręgu artystycznego Emila Zegadłowicza i to Jura zapewne utwierdził go w podjęciu studiów na krakowskiej Akademii. Wiedział, że niespotykany talent i pracowita, chłopska natura gwarantują powodzenie. Józef Jura wykonał - wbrew swojej stylistyce i klasycznemu kanonowi sztuki, dynamiczne popiersie Bałysa w manierze ekspresjonizmu. Może był to swoisty ukłon w stronę najlepszego ucznia jakiego pracownia Jury wychowała? W czasach "terminowania" u Mistrza Jury zawiązała się też przyjaźń między nim a młodszym o lat sześć Franciszkiem Suknarowskim. Mały Franek był stałym bywalcem zakładu kamieniarskiego, bo jego starsze siostry tu pracowały. Kancelistka Aniela będzie w kilka lat później żoną Jury a Franciszek szwagrem. Rodzice Suknarowskich byli od około 1910 roku związani zawodowo z "Jagiellonką" Stefana Kotlarczyka. Tak więc środowisko teatralne szybko nawiązało kontakty z plastykami "bractwa kamieniarskiego" (Bałys, Suknarowski, Brańka). Franciszek, dopingowany przyjaźnią i pomocą starszych, pójdzie drogą Bałysa w "objęcia" charyzmy Zegadłowicza a potem na Akademię Sztuk Pięknych. To samo zrobi i Roman Brańka.  Jako student, Wicek utrzymuje ścisłe kontakty z Franciszkiem i firmą Jury, gdzie pracuje przy realizacji wielu zamówień.  

Przyszedł istotny dla życia obu artystów rok 1933. Wadowice, te urzędowe i prywatne, zorganizowały obchody jubileuszu 25-lecia pracy literackiej Zegadłowicza. Były fety, odczyty, spotkania, wizyty i pierwsza w mieście, duża wystawa malarstwa i rzeźby. Ton uroczystościom nadawało młode pokolenie artystów z gorzeńskiego kręgu - Bałys, Suknarowski, Foryś, Stożek, Brańka -  zafascynowanych nie tylko twórczością Zegadłowicza, jak jego osobowością: imponującą erudycją, otwartością, etyką i filozofią życia. Wincenty Bałys organizując wystawę w sali "Sokoła", dał początek działalności grupie nazwanej Czartak II, w odróżnieniu od Czartaka - Zboru Poetów w Beskidzie z 1922 roku. Był już wtedy Bałys ukształtowanym warsztatowo rzeźbiarzem, o silnej, wyrazistej ekspresyjnie twórczości.

  Ojciec artysty Jan Kanty Bałys pochodził z Zygodowic, które w owych czasach stanowiły obok Choczni matecznik ruchu ludowego w Zachodniej Galicji. Włościanie byli światli i świadomi a aktywność społeczna i kulturalna wsi zdecydowanie ją wyróżniała pośród innych miejscowości. Miało to zapewne znaczenie na pozytywny stosunek Jana Kantego rolnika, do artystycznych ambicji syna.

Sprzyjająca atmosfera domu rodzinnego a potem zakładu Józefa Jury wpłynęły na otwarty, życzliwy innym charakter Wicka, na jego sposób bycia i duże poczucie humoru. Nie był osobnikiem zamkniętym w artystycznym egoiźmie.  Jako plastyk pomagał wszystkim chętnym; robił plakaty, scenografie, projekty. Był animatorem wielu przedsięwzięć (Grupa Plastyków Beskidzkich, Czartak II, Biuro Pośrednictwa Handlu, Związek Artystów Plastyków, świetlica w Gimnazjum) Jego energiczna, otwarta życzliwość do ludzi, zjednywała mu popularność i sympatię. Rekompensowało to zapewne brak urody, bo urodziwy Wicek nie był. Patrona i mecenasa znalazł Bałys w Emilu Zegadłowiczu i to w jego kolekcji najwięcej się prac artysty znajdowało. Od 1937 roku kontakty z Gorzeniem nieco osłabły; w mieście trwała obyczajowa nagonka na Emila, który rzadko teraz bywał w domu. Nowa pracownia Bałysa, vis a vis Parku Miejskiego - podobnie jak ta na Zatorskiej, którą dzielił z Frankiem Suknarowskim - była często odwiedzana. Obok artystów z gorzeńskiego kręgu wśród znajomych Wicka była liczna grupa młodych nauczycieli (m.in.: Jan Sarnicki, Tomasz Sokalski, Kazimierz Foryś, bracia Tadeusz i Mieczysław Kotlarczykowie) a także młodzieży m.in.: Stefan Boryczka,  Stefan Węgrzyn, Karol Pustelnik. Szczególna przyjaźń łączyła go z Karolem Wojtyłą. Odnosi się wrażenie, jakby Wicek swoją odwagą artystyczną przyciągał do siebie młodą inteligencję twórczą. Jako rzeźbiarz łamał kanony klasyki zmieniając tym względne pojęcie piękna. Był jak na owe czasy artystą awangardowym a fakt, że w jego kręgu byli nie tylko artyści świadczy o szerokich zainteresowaniach grupy, ale i dużej aktywności Wicka jako animatora. Wszyscy razem tworzyli postępowe, odważne intelektualnie środowisko kulturalne. Mam przeświadczenie, że ta społeczna aktywność po 1937 roku,  zaciążyła na tragicznym finale życiorysu Wicka i innych. Pracownia jak i park były miejscem wiosenno-jesiennych spotkań fermentu intelektualnego młodzieży a Wicek naturalnym gospodarzem. Dla pozostałych w mieście po wrześniu 1939 roku sympatyków tego "bractwa beskidzkiego mesjanizmu" Wicek został naturalnym przywódcą rodzącego się ruchu oporu. Wraz z nim zostali rozstrzelani inni znajomi Karola Wojtyły: Józek Wąsik z Zawadki - kolega z klasy maturalnej, Stefan Boryczka - młodszy kolega z gimnazjum, Mojżesz Melman - sąsiad z domu przy Kościelnej 7.  Czy organizacja "Biały Orzeł" była niemiecką prowokacją czy też odruchem romantycznego patriotyzmu łatwym do zadenuncjowania przez obywatelską "życzliwość"? - Tego niestety nie wiemy. Na mocy prawa wojennego majątek aresztowanych został zajęty i wystawiony w magistracie do publicznej sprzedaży. Z tej licytacji pochodzi kilka prac prezentowanych po raz pierwszy na wystawie.

 

Mimo krótkiego okresu pracy twórczej (1928 -1939) dorobek rzeźbiarski Wincentego Bałysa jest znaczący. Na zamówienie prywatne i instytucji cywilnych, wykonał kilkadziesiąt rzeźb; tylko jedną wykonał na zamówienie kościelne, chociaż ta instytucja jest do dzisiaj dla rzeźbiarzy głównym rynkiem zbytu. Świadczy to o wysokim poziomie zainteresowań kulturalnych ówczesnej inteligencji czego już później Wadowice nie doświadczyły. Bałys był też bardzo dobrym malarzem. Do dzisiaj zachowało się w zbiorach prywatnych, w kolekcji Zegadłowicza w Gorzeniu, w Muzeum Historycznym czy TMZW kilkadziesiąt jego obrazów olejnych, lekkich, uroczych akwarel i grafik.

 

Po wojnie Franciszek Suknarowski reaktywował na krótki okres dwóch wystaw, grupę Czartak II. Już bez jej lidera Wicka Bałysa, któremu miasto dedykowało ulicę Jana Bałysa (!). W tym okresie, jako kilkunastoletni uczeń, chodziłem na prywatne lekcje fortepianu pod park. Pamiętam jak straszyły mnie resztki rzeźb zalegające wąwóz obok, nad cmentarzem. Bielał gips rozbitych biustów, popiersi, fragmentów postaci - nikt tego nie ratował. Dopiero w liceum nabrałem świadomości co to było, czyje szczątki talentu walały się na tyłach pracowni. Wyrzucone z niewiedzy? Ze strachu? Wtedy też, w późnym liceum, miałem już kontakt z Gorzeniem, z rodziną Zegadłowicza; głównie z Adamem Rudlem, którego fascynacja trunkami zwana uzależnieniem, była ogólnie znana. Gdzieś w połowie lat 80. znowu zobaczyłem rzeźbę Bałysa wdeptaną w błoto, tym razem piwnicy domu Adama. Był to jeden z gorzeńskich Diabłów, ten melancholijny, którego zniszczyli robotnicy, przy wyjątkowej abnegacji wnuka - "kustosza". Niewiedza?  W roku 1994, kiedy zajmowałem się organizowaniem Muzeum E. Zegadłowicza, za zgodą " ostatniego z Czartaka", Franciszka Suknarowskiego, pokryłem akrylową polichromią Diabła zbuntowanego, aby w ten sposób zabezpieczyć kruchy materiał gipsu przed przypadkowym uszkodzeniem.

Najwięcej rzeźb Wincentego Bałysa znajduje się w zbiorach Muzeum w Gorzeniu. W jakim stanie jest obecnie kolekcja Zegadłowicza - trudno powiedzieć, ponieważ nie ma nadzoru nad poczynaniami Fundacji Czartak. Przypomnę, że spadkobiercy Zegadłowicza sprzedali państwu majątek za cenę około 10 mln złotych. Muzeum Okręgowe w Bielsku Białej remontowało obiekty i odrestaurowało całą kolekcję: malarstwo, grafikę, rzeźbę, meble, bibeloty. W 1994 roku rodzina założyła Fundację Czartak, na rzecz której zrzekła sie praw do zbiorów. Takie rozwiązanie było warunkiem powrotu kolekcji z Bielska do Wadowic a jednocześnie dawało szansę społecznego nadzoru nad majątkiem, który dla spadkobierców był zawsze głównym źródłem utrzymania. Komisja MKiSz poszukująca w Europie rzeźb Wowry i księgozbioru - podobno zabranych przez Niemców, nie natrafiła na najmniejszy ich ślad. Trudno więc dać wiarę wersji o niemieckich zniszczeniach.

Zbiory są kapitałem Fundacji w sensie ekonomicznym a nie artystycznym czy historycznym. Do tego wymagany jest rejestr państwowy, który w jakiś sposób zabezpiecza zbiór przed finansową utylizacją. Niestety rodzina broniła się przed wpisaniem kolekcji do rejestru Ministerstwa Kultury, bo to w jakiś sposób ograniczało ich prawo właścicielskie. Muzeum w Gorzeniu mieści się w budynkach Skarbu Państwa, ale eksponaty stanowią własność Fundacji, w której spadkobiercy Zegadłowicza tworzą Radę Fundatorów o szerokich kompetencjach. Kapitałem Fundacji - jak już zaznaczono - są zbiory wg spisu protokołu przekazania ich przez Muzeum Okręgowe w Bielsku Białej. Protokół odbioru w imieniu Fundacji podpisali w 1994 roku Zbigniew Jurczak, Józef Zeman i Franciszek Suknarowski, osoby które dla administracji państwowej były gwarancją bezpieczeństwa uratowanej od zniszczenia kolekcji i ograniczenia praw byłych właścicieli czyli rodziny. W 1995 otwarliśmy Muzeum i w Gorzeniu powstał ośrodek kultury regionalnej. Niestety w 1997 roku, za namową ówczesnych władz samorządowych reprezentujących Skarb Państwa, Rada Fundatorów odwołała Zarząd Fundacji, który tworzyli m.in. F.Suknarowski, J.Zeman, A.Buś, M.Kręcioch, J.Sobala, J.Zając, S.Ocetkiewicz i niżej podpisany. Od tej pory rodzina odzyskała całkowity wpływ na rozporządzanie majątkiem. Według założycielskiego aktu notarialnego Fundacji,  połowa zbiorów należy do spadkobierców Atessy Rudel ( rodziny: Adama Rudel-Zegadłowicza i jego siostry Ewy Wegenke) a połowa do spadkobierców Halszki Sępek (spadkobiercy Marii Ziemianin). Biorąc pod uwagę czas, obecne warunki przechowywania i udostępniania zbiorów, jestem pełen uzasadnionych obaw o stan kolekcji Zegadłowicza. Pamiętam dobrze przestrogę mojego Mistrza Franciszka: pilnuj Gorzenia, bo największą szkodę Zegadłowiczowi zawsze robiła jego rodzina.

Pamięć o Wincentym Bałysie obecna jest w jego rodzinnych Tomicach. Oficjalna strona Urzędu Gminy prezentuje jego zyciorys a tamtejszy Gminny Ośrodek Kultury od 1998 roku nosi jego imię. Lat temu kilka powstała prywatna Galeria Sztuki, która przyjęła nazwę BAŁYSÓWKA. Utworzona przez plastyków prowadzi bogatą działalność artystyczną i jest aktywną formą honorowania pamięci wybitnego rzeźbiarza.   

W Wadowicach inaczej, nie ma śladu pamięci po czasach i ludziach z najlepszego okresu kulturalnej aktywności miasta. Nie ma na stronach Urzędu i podległych mu placówek kulturalnych łącznie z Muzeum. Wszystko przykrył Jan Paweł II tak, jakby jego młodość czyli Karol Wojtyła wychował się na pustyni a nie w wyjątkowym w skali kraju środowisku małego miasteczka. Może w swoich samorządowych poczynaniach miasto zauważy wreszcie dokonania artystyczne i naukowe wadowiczan, którzy budowali i współtworzyli kulturę narodową? Może wreszcie uhonoruje pamięć tych, którzy munduru nie nosili a ich zasługą nie jest tylko irracjonalna śmierć, urastająca do rangi bohaterstwa.

Przyzwoitość i kultura nakazuje:

- poprawienie nazwy ulicy Bałysa, bo jest Jana a nie Wincentego,

- wykonanie odlewu którejś z gipsowych rzeźb Bałysa, bo to jest szansa zachowania dorobku artystycznego,

 

- zmianę profilu Muzeum Historycznego Wadowic w kierunku dokumentowania i eksponowania dziejów Wadowic i okolicy poprzez TWÓRCZE dokonania wadowiczan; te indywidualne i te zbiorowe. /Zb.Jurczak/


 

Najbliższym przyjacielem prof. Sarnickiego od czasów gimnazjum, był kolega z klasy Ignacy Fik, krytyk literacki, działacz harcerski i lewicowy polityk zamordowany w 1942 roku przez Niemców. Jan Sarnicki po wojnie, pieszo z obozu wrócił do swojej szkoły. Uczył nas geografii i rysunku. Był znakomitym akwarelistą. Osamotniony, znerwicowany, opuszczony przez żonę i przyjaciół - siedział w swojej pracowni na parterze. Nie pojmowaliśmy Jego zachowania i często dokuczaliśmy nie znając Jego przeżyć. 

Na 150 - lecie Gimnazjum w 2016 roku zorganizowaliśmy obszerną, trwającą dwa miesiące wystawę biograficzną Jana Sarnickiego: dokumenty, zdjęcia, akwarele, blokdiagramy, mapy, pamiątki z obozów. Mimo plakatów, powtarzanych zaproszeń, przypomnień - na wystawie nie pojawiła się żadna klasa z wadowickiego Liceum. Oczywiście władz samorządowych także nie było. Na upamiętnienie przez Wadowice Jana Sarnickiego jak i innych, którzy na to zasłużyli - nie liczymy, znając poziom kultury lokalnych decydentów.