Rosjanie w styczniu 1945 roku. 
Wspomnienia Romana Gajczaka. Część I /fragment/.
      
 Od Skawy całą szerokością ulicy szli żołnierze. To takie wojsko? Inaczej sobie wyobrażałem wkroczenie sprzymierzonej armii, bardziej uroczyście, defiladowo.
Tu i ówdzie paliły się domy a z oddali dochodziły wciąż strzały armatnie. O kilometr stąd jeszcze trwała wojna. Przesuwający się pochód wojska już po chwili przestał mnie intrygować. Byli tacy sami i szli do przodu – to wszystko
          Rozległ się grzmot jak podczas trzęsienia ziemi. Nadjeżdżały czołgi. Ława wojska rozsunęła się, jeden z czołgów stanął przed naszym domem. Lufa działa /.../ze zgrzytem przesunęła się w kierunku wadowickiego parku. Błysk ognia połączył się z potwornym hukiem wystrzału. Resztki szyb wyleciały z okien, a mnie zdawało się że wszystko wokół jeszcze drży. Po chwili padł drugi strzał i czołg odjechał w stronę rynku../.../
      Nagle rozległo się pukanie do drzwi, ktoś nacisnął klamkę i śpiewnie zapytał: Maażna?? - i wszedł. Był to oficer, za nim z dziesięciu żołnierzy. Przywitanie wypadło dość sympatycznie a przybysze poprosili o kwaterę. Byli niezwykle zmęczeni, czasu mieli niewiele, najwyżej kilka godzin. Rozlokowali się tu i tam, w kuchennym piecu zapłonął ogień, w kilku garnkach grzała się woda. Żołnierze sięgnęli po zapasy: chleb, konserwy, wędzonkę, cebulę...Nam pociekła ślinka. Oficer (był to chyba kapitan) zaprosił nas do stołu. Zrobił to z pewnego rodzaju wdziękiem, może udawał że nie widzi naszych pożądliwych spojrzeń jakimi obrzucaliśmy frontowe wiktuały. Najedliśmy się do syta a żołnierze po posiłku natychmiast usnęli. Dowódca podtrzymywał rozmowę z tatą. Obserwowałem śpiących, którzy leżeli na podłodze jak w wygodnych łóżkach. Za kołdry i pierzyny służyły im płaszcze. Żołnierska dola. Przebudzeni, gdy nadszedł czas, wstali bez szemrania, powiedziałbym obojętnie. Pozbierali się szybko, pożegnali naprawdę serdecznie i odeszli./.../Pod stołem zostawili spory pakunek. Cóż to takiego? W brezentowe płótno zawinięte było pół barana. Prezent czy ?...Upłynęło pół godziny nerwowego oczekiwania. Znów ktoś zastukał do drzwi, jeden z żołnierzy powrócił. A więc nie prezent, po prostu zapomnieli… Żołnierz od progu oświadczył, że coś zostawił. „O, jest ! - i wyjął z zza szafy butelkę, uśmiechnął się i odszedł. Baraninę jedliśmy przez kilka dni. /.../
28 stycznia w pierwszą niedzielę po wyzwoleniu, udałem się wraz z rodzicami na mszę świętą do kaplicy Sióstr Nazaretanek, bo kościół parafialny został poważnie uszkodzony przez bomby.   
Bezpośrednio po zakończeniu działań wojennych nasz dom przedstawiał obraz nędzy i rozpaczy./.../ W dwóch pokojach od ulicy hulał wiatr bo okna zabezpieczyliśmy prowizorycznie. Te właśnie pokoje zajęło radzieckie NKWD i wtedy szyby wprawiono natychmiast. Koczowaliśmy praktycznie w jednym pokoju i kuchni gdziecałymi godzinami siedzieli podejrzani osobnicy, których żołnierze przyprowadzali na przesłuchanie. Wśród ponurych typów rej wodził żołnierzyk niskiego wzrostu, którego nazwaliśmy Borutą, bowiem przypominał diablika. Był ordynansem u jednego z oficerów, który mieszkał po drugiej stronie sieni w pokoju lokatorskim./.../ W drugim pokoju mój starszy brat Henryk urządził zakład fotograficzny. Oficerowie i żołnierze nader chętnie go odwiedzali, zdjęcia wysyłali do swych matek, żon, narzeczonych. Za fotografie płacili prowiantem, potem gotówką. I tak przez pierwsze tygodnie po wyzwoleniu, Henryk nas wszystkich utrzymywał./.../Dopływ prądu załatwili mu Rosjanie z samochodów wojskowych. Żołnierze najczęściej pozowali z rewolwerem w dłoni. Jeden pożyczył mi tetetkę i baranicę i jako quasi dziecko pułku zostałem uwieczniony!/.../Byli przezabawni, a przynosili pszenny chleb (przysmak), mięsne konserwy, cukier i powidła. Rozwijał się też handel wymienny/.../. Za wódkę, bimber czy wino dawali praktycznie wszystko./.../     
      U państwa Karmańskich stacjonowała radziecka lekarka, urocza blondynka w stopniu kapitana. Była żoną generała. Brat ją fotografował - posłała nam kruche ciasteczka.  Wielu  przewinęło się przez nasze domostwo oficerów i żołnierzy. Żaden nie wyrządził nam najmniejszej krzywdy. Żywnością z reguły dzielili się, cechowała ich gościnność. Oprócz zegarków i sprężynowych wkładów z foteli, nic nam nie zabrali. Niezmiernie bali się NKWD, a przy tym szanowali fotografa i jego rodzinę. Mnie nazywali malczyk  a sióstr nigdy nie zaczepiali./.../
       Mieszkało potem u nas dwóch wyższych oficerów – lekarzy; podpułkownik i major. Mieli tresowanego wilczura a maniery dżentelmenów; pełni rezerwy trzymali się na uboczu, używali dobrej wody kolońskiej. Jeden pięknie recytował Puszkina, drugi odegrał na gitarze brata Pieśń Granadosa. Prosili, aby Henryk im zaśpiewał O sole mio…        
    Pewnego dnia jakaś zabawka wypadła mi za kredens. Gdy zajrzałem przez szparę, zobaczyłem między ścianą a meblem jajowaty przedmiot./.../ Przerażeni zawiadomiliśmy pierwszego, napotkanego żołnierza. Przyszedł, uspokoił nas, granat wydobył po czym udał się za ogród pani Fijałkowej  i odbezpieczywszy śmiercionośny ładunek, rzucił go na puste pola orne. Ależ rąbnęło! A żołnierz śmiał się wesoło i głaskał mnie po głowie.
Broń, amunicja, niewypały – oto co chłopców i młodzieńców interesowało bez reszty. Niemcy pozostawili całe stosy amunicji, która nie pasowała do karabinów radzieckich. Karabinów, rewolwerów, peemów nie było tak wiele, bo starsi, bardziej przedsiębiorczy, zaopatrzyli się w broń natychmiast po wkroczeniu Rosjan. Każdy wyrostek za punkt honoru sobie stawiał, aby mieć coś do strzelania! I wszyscy kropili w powietrze, do drzew, do tarcz. Czasem źle się to kończyło.
               Roman A. Gajczak (ur.1935) - dziennikarz, autor wielu książek i publikacji o Wadowicach. Jego dom rodzinny był po lewej stronie ulicy Lwowskiej, za ulicą J.Kochanowskiego pod numerem 65. Jego brat Tadeusz -  to znany, powojenny muzyk.  

 

 


Region dorzecza Skawy, nazywany przez nas NADSKAWIEM, obejmuje historyczne tereny dawnego pogranicza śląsko-polskiego. Od 1819 roku naturalnym centrum tego obszaru stały się Wadowice, awansowane przez Austrię na stolicę administracyjną najpierw cyrkułu później powiatu. Zresztą cały awans Wadowic a nawet całe „jestestwo”, miasto zawdzięcza zaborcom, Austriakom. Gdyby nie ich polityka asymilacyjna wobec przyłączanych ziem, Wadowice zapewne nigdy by do rangi średniego miasta nie awansowały. Zapewne też duma Wadowic, Karol Wojtyła miałby inne miejsce urodzenia, związane z pracą jego ojca w administracji garnizonowej. Jednostkowa decyzja administracyjna Namiestnictwa we Lwowie o awansie Wadowic na siedzibę cyrkułu w 1819 roku, do dzisiaj zastanawia.
   Region Nadskawia nadal graniczył ze Śląskiem Cieszyńskim jako samodzielną enklawą poza Galicją. Pisząc o kulturze naszego regionu, trzeba sobie uzmysłowić, że całokształt dorobku kulturowego Nadskawia, ma galicyjski rodowód. Niewiele bowiem zostało na tych terenach w sferze świadomości lokalnej z czasów I Rzeczpospolitej. Z materialnej spuścizny na pewno ruiny Lanckorony i społeczne potępienie, a nie poparcie, które się lansuje, dla konfederacji barskiej. Zniszczyła te ziemie potyczkami i kontrybucjami. Nie dziwi, że budujący gościniec cesarski Austriacy, byli odbierani przez ludność jak wybawcy. Panujący system feudalny, ograniczenie edukacji do kościelnego minimum, nie dawało włościaństwu szans kulturowego awansu.
Ośrodkami kultury, literatury były dwory światłych właścicieli. Było ich jednak niewielu, podobnie jak dzisiaj. Na ilu przedsiębiorców rolnych, przemysłowych, handlowych znajdzie się admiratorów kultury, sztuki, twórczości artystycznej? Jeden na dwudziestu, pięćdziesięciu, stu? Wtedy proporcja był jednak lepsza, bo co najmniej na pięć majątków ziemskich, jeden z nich był dla reszty swoistą placówką kulturalną. Miał obszerną bibliotekę, spotkania literackie, koncerty muzyczne a nie tylko niedzielne granie w karty z plebanem albo polowanie czy wizyta w czworakach.
Mniejszość dworska w Brzeźnicy należała do hrabiego Adama Gorczyńskiego (1805-1876) pisarza i poety okresu romantyzmu, autora popularnych opowieści szlacheckich, który używał pseudonimu Jadam z Zatora. Był też Gorczyński znanym malarzem pejzażystą, założycielem Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie. W niedalekiej Kossowej dzierżawcą dworu była Anna Wybranowska. Jej syn Aleksander był autorem wspomnień pt. Ongi w dworach i dworkach szlacheckich, które stanowią podstawowe źródło o ziemiaństwie dorzecza Skawy w II połowie XIX wieku.
Wydarzenia roku 1846: rzeź galicyjska i powstanie krakowskie, pokazały możliwości drzemiące na wsi. Uwłaszczenie chłopów i nadanie autonomii krajom monarchii, stworzyło warunki do społecznej edukacji. Schyłek XIX wieku to rozwój wszelkich stowarzyszeń narodowych, ale i ekonomicznych. Zaczyna się praca oświatowa wśród włościan, powstają kółka rolnicze, spółdzielnie, zaczyna się ruch ludowy. Doświadczenie i wiedza, którą wynieśli z frontów I wojny chłopi galicyjscy, zmieniła całkowicie oblicze wsi. Światli włościanie po 1922 roku żądają szkół dla swoich dzieci, powstają domy ludowe i twórczość ludowa.
W Wadowicach na przełomie XIX/XX wieku rozwijają się stowarzyszenia kulturalne, prenumeruje się prasę, zakłada biblioteki i chodzi na koncerty do Sokoła. Literaturę lokalną reprezentuje Albert Gąsiorowski, autor powieści, profesor oraz studenci gimnazjum w swoich pierwszych publikacjach. W odrodzonej Rzeczpospolitej powstaje w Naprawie za Jordanowem, w domu Tadeusza Olchy Związek Literatów Ludowych, który wydaje Wieś i jej pieśń. Naczelnym gazety jest Antoni Kucharczyk z Brzeźnicy (Jantek z Bugaja), poeta i publicysta a publikują tam m.in..Bartyzel z Zawoi i Paleczny z Tarnawy. W Żywcu powstaje Grupa Literacka GRONIE przy Towarzystwie Miłośników Ziemi Żywieckiej (Jan Maria Okuliar, Henryk Biłka).
Po wojnie, w latach sześćdziesiątych, w ramach podstawowej działalności, powiatowe biblioteki publiczne przy współpracy z Robotniczą Spółdzielnią Wydawniczą „Książka Prasa Ruch”, promowały i popularyzowały twórczość literacką w wiejskich klubo kawiarniach, które miały zastąpić bary i wyszynki wiejskie. Działało też Towarzystwo Wiedzy Powszechnej, szerzące jednak tematykę społeczno-polityczną. W klubach Ruchu i gminnych bibliotekach odbywały się spotkania autorskie, a w maju, w czasie Dni Oświaty, Książki i Prasy, organizowano inwazję literatury we wszelkiej formie na środowiska wiejskie i małomiasteczkowe. Samych tytułów tygodników zajmujących się literaturą było kilka: Życie Literackie, Literatura, Kultura, Tygodnik Kulturalny, Szpilki, Karuzela do tego miesięczniki Twórczość, Literatura na świecie, Nowy wyraz, Odra itp. A jeszcze periodyki regionalne o tematyce kulturalnej. Książki wydawano w dużych nakładach i mimo, że była cenzura, nie było autocenzury. Nie do pomyślenia było, aby biblioteki traktowały selektywnie własne zbiory, według gustu dyrekcji czy wskazań władzy jako właściciela biblioteki. A tak się obecnie dzieje.
/ Zbigniew JURCZAK/


 


WADOWICKIE HARCERSTWO

  Harcerstwo jest najstarszą i najlepszą organizacją wychowawczą dla dzieci i młodzieży. Założony przez Baden-Powella w Wielkiej Brytanii ruch skautowy szybko dotarł do Lwowa (A. Małkowski) i innych miast Galicji. W Wadowicach już jesienią 1911 roku przy Gimnazjum powstał zastęp a później drużyna skautów (B. Olbrycht i inni). Odtąd Gimnazjum a później Liceum, w zależności od stanowiska dyrekcji, było aż do końca XX wieku matecznikiem harcerstwa. Za dyrektora F. Gwiżdża i pod opieką Cz. Panczakiewicza zorganizowano powiatowy Hufiec męski i równolegle w Gimnazjum Żeńskim Hufiec żeński. W czasie okupacji wielu wadowickich harcerzy walczyło na frontach II wojny światowej, kilkunastu z nich poległo. Po II wojnie szybko wznowiła działalność drużyna przy Gimnazjum, która w 1946 zorganizowała obóz w Lądku Zdroju a w rok później zastęp dh K. Strzeszyńskiego (E.Rzycki, J.Majka, F.Kasperkiewicz i inni) obóz wędrowny z Gdańska do Szczecina. Po 1948 roku zmieniono politycznie charakter harcerstwa. Odrodzenie następuje po 1957 roku. Wracają dawni instruktorzy (R. Dąbrowski, Z. Siłkowski, M. Kania).

Od 1960 roku powiatowy hufiec prowadził dh A. Nidecki. Wychowawcą kilku pokoleń licealnych harcerzy była dh J. Dębska a Hufiec obozował w Bieszczadach, na Spiszu, Opolszczyźnie by wreszcie osiąść nad morzem. Po reformie administracji powiatowy Hufiec rozpada się na kilka mniejszych. Prowadził go dh A. Stopka (późniejszy komendant Chorągwi) i dh J. Sobota, który organizował bazę w Zalesiu i Dom Harcerza w parku. W 1982 roku, za kadencji dh Z. Majtczaka, do Hufca przyłączają się harcerze z gmin: Tomice, Brzeźnica, Mucharz i Spytkowice. W 1989 powstaje Krąg Instruktorów Seniorów a baza w Zalesiu staje się własnością wieczystą Hufca. W dwa lata później pierwszy zagraniczny obóz w Bańskiej Bystrzycy (kadencja dh B.Polaka). Do Hufca w 1994 roku, za kadencji dh M. Bika, przyłącza się Kalwaria Zeb. a w Pogorzelicy nad morzem, rozpoczyna działalność baza obozowa. W 1997 Hufiec uzyskuje obecny lokal przy ul.Teatralnej 2.

Od 2000 roku, Komendant Hufca dh Marcin Homel i zaangażowani druhowie: B.Kadela, D.Sarapata, I.Niedźwiedź, S.Knapczyk, M.Z.Herzyko-wie, D.Polan i wielu, wielu innych, wspierani przez niezastąpionego dh T. Zielińskiego-skarbnika, rozwinęli działalność tak, że dzisiaj Hufiec należy do czołówki polskiego harcerstwa. Obejmuje działaniem 18 gmin powiatów wadowickiego, suskiego, oświęcimskiego i krakowskiego. Posiada bazy wypoczynkowe w Zalesiu, Suchej, Mucharzu i nad morzem w Pogorzelicy i Unieściu. Działa aktywnie kilkadziesiąt drużyn zuchowych, harcerskich, starszo harcerskich, kręgów i formacji specjalistycznych.

W Akcji Letniej biorą udział kolejne pokolenia harcerzy, kształcąc wiedzę i samodzielność - tak potrzebną w dorosłym życiu.


 

KONFERENCJA HISTORYCZNA      Wadowic - drogi do wolności

 

3 listopada 2018 godz. 11.                                Czytelnia Mieszczańska

 

   Temat I:     Harcerstwo u progu Rzeczpospolitej

                         - prezentuje dr hab. Janusz  Wojtycza /Kraków/

Historyk, harcmistrz ZHP,  długoletni adiunkt Uniwersytetu Pedagogicznego obecnie Kierownik Katedry Historii Współczesnej Akademii Krakowskiej, autor cyklu wydawniczego historii ZHP.

  Polsce skauci aktywnie uczestniczyli w czasie I wojny światowe w walkach o niepodległość; ich udział szacuje się na około 9 tys. Osób. O udziale skautów wadowickich w działaniach wojennych i pracy  w czasie wojny posiadamy niewiele informacji.

Można jednak stwierdzić, że losy wadowickich skautów potoczyły się w sposób dość typowy dla patriotycznie wychowanej młodzieży, która wybuch wojny między zaborcami potraktowała jako szansę na odzyskanie niepodległości przez Polskę. Referat powstał w oparciu o publikacje Konrada Meusa Wadowicka Drużyna Skautowa imienia Stanisława Żółkiewskiego w latach 1911-1918. W stulecie skautingu i harcerstwa w Wadowicach, „Wadoviana” nr 13, harcmistrza Józefa Gondka Rola harcerstwa w szkole powszechnej (na podstawie własnej pracy zawodowej i harcerskiej) i Rafała Tatki : Siedemdziesiąt lat wadowickiego harcerstwa,

Na początku pierwszej wojny światowej wadowiccy skauci weszli       w skład pierwszej kompanii batalionu „Sokołów” wraz z profesorami gimnazjalnymi: Władysławem Kilińskim, Józefem Heriadinem i Janem Stokłosą, dowodzonej przez skauta Bruno Olbrychta. Kompania ta w składzie batalionu Sokołów wyruszyła w dniu 9 września 1914 roku    z Wadowic do Bochni, by dzielić losy 3 pułku piechoty Legionów.     Odpływ kadry instruktorskiej znacznie osłabił żywotność drużyn.

   Potwierdza to Konrad Meus pisząc: „W latach kolejnych wojna światowa stała się przyczyną kilkuletniego zawieszenia działalności skautingu męskiego w Wadowicach, dlatego też źródło to (kronika pierwszej Wadowickiej Drużyny Skautowej) nie posiada żadnych adnotacji za lata 1914–1917.

Jak z tego wynika w okresie wojny w pracy skautowej drużyn męskich nastąpiła prawie trzyletnia przerwa. Istniała jednak w latach 1914–1918 drużyna żeńska. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że jak wiadomo, dziewczęta nie podlegały mobilizacji, a istnienie drużyny żeńskiej w warunkach wojny było praktyczną realizacją założeń skautingu żeńskiego. Niestety nie udało się znaleźć bardziej szczegółowych wiadomości o jej pracy w pierwszych trzech latach wojny.

W Kalendarium z dziejów harcerstwa krakowskiego 19101950 B. Leonharda znajdujemy informację, że w marcu 1917 roku działały drużyny skautek w Nowym Sączu, w Przemyślu, Rzeszowie, Tarnowie, Wadowicach, Nowym Targu i Zakopanem. W tymże Kalendarium… znalazła się również informacja, że 8 grudnia 1917 roku Naczelna Komenda Skautowa mianowała w Wadowicach: prof. Alfreda Beera – komendantem dzielnicowym i członkiem Związkowego Naczelnictwa Skautowego. Oczywiście powołanie komendanta świadczyło o istnieniu pewnej liczby jednostek skautowych. Było wtedy w Wadowicach ponad 100 skautów, a w 1918 roku 10 zastępów. Warto wspomnieć, że       w październiku 1918 roku wstąpił do I Drużyny Skautów w Wadowicach Eugeniusz Fik, późniejszy trzykrotny komendant chorągwi krakowskiej. Na nowo ożywił działalność drużyny gimnazjalnej prof. Alfred Beer (który był równocześnie członkiem Naczelnictwa Związkowego i lustratorem drużyny gimnazjalnej w Myślenicach), a na wysoki poziom podniósł ją jego zastępca i przyboczny Marian Ćwiertniak.  Drużyna składała się jak już , z 10 zastępów i liczyła ponad 100 członków. W ciągu roku szkolnego 1918/19 zastępy odbyły łącznie 350 zbiórek, 10 ćwiczeń i 50 wycieczek. Ponadto od czasu do czasu odbywały się również zbiórki całej drużyny. Na większą uwagę zasługuje przeprowadzenie ponad tygodniowej wycieczki do Krakowa, podczas której druhowie J. Maszlanka i M. Ćwiertniak odbyli przeszkolenie i złożyli egzamin kartograficzno- geoplastyczny, a J. Dihm, A. Bednarski, St. Romaszkan i F. Zacharasiewicz ukończyli kurs zastępowych.

Na rozpoczęcie roku szkolnego 1918/19 wydany został rozkaz, którego treść brzmiała: W poniedziałek dnia 9 września 1918 rozpoczęliśmy pracę skautową, pracę dla dobra narodu, pracę nad sobą, która ma nas uczynić dobrymi synami Ojczyzny. Rozpowszechniło się w Drużynie naszej mniemanie, że z organizacji skautowej można się bez skrupułu wypisać. Jest to mniemanie błędne, które należy wykorzenić. Przykładajcie się do tej pracy skautowej z całym swym młodzieńczym zapałem, bo bądźcie pewni, że bez zapału, bez żelaznej wytrwałości nie obejmiecie całokształtu pracy skautowej. Uczęszczajcie na zbiórki regularnie, bo każda opuszczona zbiórka będzie przeszkodą w dalszej pracy” napisano w Kronice pierwszej Harcerskiej Drużyny Wadowickiej imienia Stanisława Żółkiewskiego.

 Kiedy analizujemy program działania drużyn męskich z okresu 1916–1918, nie zauważamy poważniejszych zmian w charakterze ich pracy w stosunku do okresu przedwojennego. Dlaczego sytuacja wojenna nie spowodowała zasadniczych zmian w programie drużyn męskich,    a przeciwnie funkcjonowały one podobnie jak przed wojną, co jest wyraźnie widoczne na tle drużyn żeńskich? Być może zawinił tu brak przygotowania do tego typu pracy – skauci byli przygotowywani do walki, podczas gdy skautki właśnie do służby na tyłach. Może z powodu braku kadry i stałego odpływu starszych skautów nie miał kto przetransponować ogólnych zasad zawar-tych w prawie skautowym na przydatne w tej sytuacji zadania. Sami członkowie drużyn uważali za główny cel oddziaływanie w duchu narodowym.

Podobnie pisze o tym okresie R. Tatka: „Zreformowano w tym czasie metody pracy skautowej. Mniej przywiązywano wagi do musztry i ćwiczeń polowych, a więcej czasu poświęcano na wychowanie ideowe i samokształcenie. Założono nawet podręczną bibliotekę skautową, złożoną z 200 książek o treści beletrystycznej, historycznej, społecznej, fi-lozoficznej i przyrodniczej. Aktywność «hetmańskiej» drużyny promieniowała na teren poprzez zamiejscowych uczniów gimnazjalnych, którzy w swoich miejscowościach budzili z letargu przedwojenne organizacje skautowe, bądź też zakładali próbne zastępy i drużyny”. Józef Gondek wspominał, że, „W roku 1920 miejscowe harcerstwo zasila szeregi armii ochotniczej, by podtrzymać nadal piękną tradycję   i służyć wytkniętemu celowi, tj. pracy ku odrodzeniu Polski”.




 

 
Transformacja ustrojowa 1989. 
 
Dr inż. Radosław KAPŁAN 
 
Prowincjonalne Wadowice w czasie historycznych dla Polski decyzji, zawsze były na uboczu. Jak prawie każda prowincja liczyły na przeczekanie i zajmowały się zmianami nazewnictwa ulic. Niewiele jest zatem publikacji dotykających tamtych wydarzeń a jeśli już są, to raczej służą tworzeniu mitologii a nie dokumentowaniu dziejów. Tematem „Wadowickich dróg do wolności” , zajmowali się dotychczas lokalni historycy. Głównie Michał Siwiec – Cielebon i Andrzej Nowakowski, a jednostkowo K. Koźbiał, T. Graff, P. Wyrobiec, T. Gajczak, J. Zeman, M. Witkowski i inni. Zarówno M.Siwiec-Cielebon jak i A.Nowakowski, w swoich licznych publikacjach nie są zbyt obiektywni. Przez bogatą, dominującą formę warsztatu naukowego, który często przysłania autorskie konkluzje, przebija się emocjami podbity tendencyjny aprioryzm. Jeśli wiarygodnym wydaje się opis mobilizacji w 1918 roku dla obrony Lwowa /Vadowiana/ to w publikacjach dotyczących lat 1981-1989 /Vadowiana nr 11/2008/ Cielebon dokonując interpretacji wydarzeń, tworzy raczej opozycyjny rodowód dla głównych funkcyjnych ówczesnego samorządu. Sugeruje to także ówczesne zawodowe umocowanie autora. Jeszcze dalej poszedł A. Nowakowski. Jego praca „Wadowice w latach 1945-1990” na którą oczekiwano z zainteresowaniem, okazała się bardziej wizytówką narcyzmu autora niż naukową publikacją. Książka zawiera 8 rozdziałów, z czego połowa (150 stron) dotyczy lat 1945-1979 a kolejne 150 stron ( IV rozdziały) lat 1980-1990. Prawie 60% treści dotyczy wydarzeń i spraw ogólnokrajowych czy światowych. Ten obszerny dla dziejów Wadowic kontekst, całkowicie przysłania zasadniczy temat. IV rozdziały dotyczą dekady wadowickiej Solidarności, której autor był działaczem i pracownikiem. Publikacja dowodzi, że był też bohaterem.
 Rozbudowana forma warsztatowa stwarza pozory naukowości przy treściach, które nie są ani wiarygodnym ani obiektywnym źródłem. Dużo tu informacji potocznej, domysłów, pospolitych plotek i tendencyjnych interpretacji.  Osnową części pierwszej jest walka Kościoła z „komunistami” zakończona wyborem papieża, części drugiej – walka Solidarności  z „komunistami” zakończona wolnymi wyborami. W pierwszej bohaterem jest ksiądz proboszcz L. Prochownik, w drugiej Autor. Zaletą pracy jest jednak na pewno kwerenda źródeł, które są załączone. 
     Droga do wolności w okresie transformacji ustrojowej 1989 roku miała w konsekwencji charakter podobny do wydarzeń 1945 roku. Realną władzę przejęli nie ci co o wolność Wadowic walczyli. W 1945 roku dotyczyło to ruchu oporu na Ziemi Wadowickiej, w 1989 roku – lokalnej opozycji.
    W 1980 roku, kiedy powstawały spontanicznie zakładowe struktury Solidarności, wszystkie należały do Regionu Małopolska, bo decyzją Krajowej Komisji w Gdańsku, działało 17 regionów a nie 49 jak liczba ówczesnych województw. Powołano w Wadowicach Międzyzakładową Komisję Koordynacyjną (MKK), której przewodniczył J. Zeman. Komisja zajmowała się regulowaniem postulatów załóg, korelacją i kooperacja działań. 11 listopada 1980 Komisja zobowiązała się do przeniesienia pomnika żołnierza 12 pp z powrotem na ulicę Lwowską. W kwietniu 1981 Komisja zorganizowała w domu kultury koncert dla zakładów pracy pn. Kultura bez cenzury oraz wystarała się o lokal dla działalności związkowej przy Rynku 12 .
      W zimie 1981 mocne organizacyjnie strajki w Bielsku, zmusiły Komisję Krajową do uznania regionu Podbeskidzie (wcześniej uznano Zachodniopomorskie), który m.in. obietnicą uruchomienia delegatury w Wadowicach, przekonał zakładowe komisje do przejscia z regionu małopolska do Podbeskidzia. W Regionie Małopolska została nauczycielska Solidarność (przewodniczący J.Zeman) służba zdrowia (przewodnicząca A. Kiernicka), krakowskie filie zakładów i Komisja Spółdz. Mieszkaniowej - którą kierował Z. Jurczak, członek Zarządu MKK, organizator biura, wtedy viceprezes TMZW. Jego relacje dowodzą, że działalność opozycji i Solidarności została wykorzystana w celu przejęcia władzy w 1989 przez grupę koleżeńską jednego wydziału zakładów zbrojeniowych –Łabędy.
Członkiem MKK w 1981 był ówczesny pracownik Urzędu Miasta, prawnik A. Nowakowski, który redagował pisma do magistratu a później, z polecenia pracodawcy – odpowiadał Komisji. Przy powołaniu delegatury (od 1 lipca 1981) A. Nowakowski był jedynym chętnym do zatrudnienia, gdyż dla działaczy zakładowych nie była to pewna i korzystna oferta. Został etatowym szefem delegatury, jednak z początkiem grudnia go odwołano z powodu braku jakichkolwiek zdolności organizacyjnych (m.in. do administracji zatrudnił osobę ze środowiska komitetu PZPR).
Najważniejszym osiągnięciem wadowickiej Solidarności było przeniesienie pomnika 12 pp na ulicę Lwowską. Realizowała to ekipa Małopolska przy wydatnym wsparciu (zezwolenia, konserwator, zbiórka funduszy, wykonanie rzeźby) Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej, bo ono miało umocowanie formalno-prawne. Także wizyta L. Wałęsy w Wadowicach w październiku 1981 była zorganizowana przez Małopolskę. Po 13 grudnia internowaniu podlegli działacze związani z Podbeskidziem, bo taki wykaz miała SB z Bielska. Internowanie J. Zemana związanego z Małopolską odbyło się dodatkowo, prawdopodobnie na zlecenie osoby, której nazwiska można się jedynie domyślać. Analogicznie postąpiono w Tarnowie, gdzie na zlecenie ówczesnego wojewody internowano wadowiczanina, Adama Jurczaka, redaktora naczelnego partyjnego tygodnika TeMI. Wadowiczaninem najdłużej, bo do grudnia 1982 internowanym, o którym ani Nowakowski, ani lokalni historycy nie wspominają, był Michał Mąsior, członek Sekcji Górnictwa Krajowej Komisji w Gdańsku.
 W 1982 roku, jesienią, TMZW zorganizowało oficjalną wystawę historyczną poświeconą 12 pp (zbiory M.Cielebona). Od tamtej chwili, wokół Towarzystwa skupiła się grupa opozycjonistów na czele z Józefem Zemanem, który został sekretarzem Towarzystwa. Działalność polegała na utrzymywaniu kontaktów i pomocy materialnej potrzebującym.
   W 1982 za kolportowanie ulotek w zakładzie w Kętach (filia Wadowic) na podstawie kilku oficjalnych donosów jego kolegi współpracownika, został aresztowany Zdzisław Szczur. Po pierwszym Z. Szczur był informowany i ostrzeżony - jak zeznał były szef wadowickiego SB M. Ramenda - o konsekwencjach wynikających z ustawy o stanie wojennym. Trzecie oficjalne zgłoszenie (donos) współpracownika o dalszym kolportowaniu, musiało się skończyć aresztowaniem, bo „…nasi musieli wreszcie reagować, bo by wylecieli z roboty’ – jak spuentował to Ramenda.
        W 1986 roku powstało w klasztorze oo. Karmelitów, przy życzliwości ówczesnego przeora, Duszpasterstwo Ludzi Pracy. Skupiła się tam wadowicka opozycja a comiesięczne msze za ojczyznę, były okazją do wykładów, spotkań tematycznych i organizowaniu imprez patriotycznych, które pozwalały odreagować uczestnikom tej formy biernego oporu. Organizatorem tych spotkań byli głównie działacze z Fabryki Elementów Obrabiarkowych i Instytutu Odlewnictwa. Bumar Łabędy, gdzie istniała wcześniej duża organizacja, był w stanie wojennym zakładem zmilitaryzowanym i żaden z członków „S” nie ryzykował uczestnictwem a co dopiero działalnością. Po uchyleniu stanu wojennego i powołaniu w kraju Komitetów Obywatelskich desygnowanych do organizowania i przejmowania władzy, działając formalnie w lokalu Towarzystwa Miłośników, Komitet Obywatelski, któremu przewodniczył Witold Rozmanith, był od początku miejscem burzliwego ścierania się różnych koncepcji oraz walki o potencjalną władzę.
      Obok kilkunastu działaczy stanu wojennego, pojawili się nowi aktywiści a przede wszystkim uaktywniła się Solidarność „bumaru Łabędy”. Akcje propagandową wolnych wyborów w 1989 roku (ulotki, afisze) prowadziła grupa z Łabęd skupiona wokół Ewy Filipiak. I to oni przejęli po wyborach inicjatywę w Komitecie Obywatelskim eliminując z niego dotychczasowych działaczy. Konsekwencją było obsadzenie w 1990 roku głównych stanowisk w lokalnej administracji przez działaczy z tego zakładu. Kierownikiem Urzędu Rejonowego (odpowiednik powiatu) został Józef Wiktor, przewodniczącym Rady Miasta Jerzy Ochman, obaj z Łabęd. Zarząd Miasta, zdominowany przez działaczy z Łabęd,   w wyniku interwencji Ponaru (Wiesław Wójtowicz i inni), wybrał na burmistrza Kazimierza Malczyka, działacza z zewnątrz, jednak kierownikiem podstawowego Wydziału Inwestycyjno - Organizacyjnego Urzędu Miasta uczynił E. Filipiak, głównego animatora przejęcia władzy przez grupę z Łabędy. Co prawda K. Malczyk zwolnił z pracy Ewę Filipiak, ale było to pół roku przed upływem kadencji. W tym czasie E. Filipiak miała już całkowicie opanowaną sytuację polityczną w mieście. Bez problemu wygrała wybory w 1994 roku, a po powstaniu powiatów w 1998 roku, pod dyktando jej ugrupowania, które opanowało struktury lokalne AWS a potem PiS i PO, prowadzono politykę kadrową także w Starostwie Powiatowym. Dopiero wybory w 2014 roku pozbawiły E. Filipiak stanowiska burmistrza, jednak nie pozbawiły realnych wpływów. Od 2015 jest posłem PiS i formalnym liderem politycznym prawicy, co ma wpływ na samorządność , opartą - jak prawie w całej Polsce - bardziej o świadomość wyznaniową niż obywatelską.