W 2015 roku otrzymałem z  naszego Hufca ZHP prośbę Hufca Beskidzkiego z Bielska Białej o informacje o druhu Konradzie Raczyńskim,  absolwencie naszego Gimnazjum. Nic o nim nie wiedziałem. Absolwent z 1936 roku.  G.Studnicki wymienia Go jako poległego w Belgii żołnierza Dywizji gen. Maczka.  Znalazłem trochę informacji  w archiwum szkolnym i naszym. Nie wiemy jak wyglądał. Gdyby ktoś  miał informacje  o K.Raczyńskim, proszę o kontakt: 519 459 679 lub email: tmzw@wp.pl  /Z.Jurczak/.  

 

                   

 Emil, Konrad RACZYŃSKI – harcmistrz

Hufcowy Hufca Harcerzy w Białej Krakowskiej (1936-1939)

 Urodzony 20.11.1913 r., w Starym Bielsku. W latach 1924-1936 uczęszcza do Państwowego Gimnazjum im. Marcina Wadowity w Wadowicach. Tam wstępuje do harcerstwa, prowadzi drużynę im. St. Żółkiewskiego i organizuje kolejną im. T. Kościuszki. Wchodzi w skład komendy hufca i staje się głównym animatorem życia harcerskiego w Wadowicach. Zdobywa kolejne stopnie harcerskie i instruktorskie. Jest organizatorem obozów w Białym Dunajcu (1931), Cichem koło Zakopanego (1932), Śleszowicach koło Wadowic (1933), Zawoji (1935) oraz dwu obozów wędrownych latem 1930 i 1932 roku. Działa w lokalnym gnieździe Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, w którego gmachu zlokalizowano niewielkie biuro hufca ZHP. W „Sokole” prowadzi dla harcerzy naukę strzelania, kurs spadochronowy, rozwinięte terenoznawstwo. Współpracuje też z  wadowickim oddziałem Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego przy budowie schroniska na Leskowcu (1932/33). Po maturze w 1936 roku otrzymuje pracę w Śląskim Banku Kredytowym w Bielsku. Zamieszkuje w Białej Krakowskiej, do której  przybywa już  jako wysoko wykwalifikowany instruktor w stopniu harcmistrza. Tu angażuje się w działalność społeczno-wychowawczą na rzecz  dzieci i młodzieży prowadząc Dom Młodzieży i przyjmując funkcję hufcowego bialskich harcerzy. W tym samym  roku powołuje  przy Warsztacie Sukienniczym Micherdzińskiego VI Drużynę Harcerzy im. Jana Kilińskiego, której członkami są bialscy robotnicy oraz organizuje zimowisko w Zakopanem, na którym prowadzi kurs zastępowych z nauką jazdy na nartach. Zimą 1937 roku organizuje wyjazdy bialskich harcerzy na dwa zimowiska Harcerskiego Klubu Narciarskiego organizowane w Zwardoniu i w Zakopanem.  W lutym 1939 roku przekazuje funkcję hufcowego Bronisławowi Gabrysiowi, zostając jego zastępcą.

W czerwcu 1939 roku zostaje powołany na ćwiczenia wojskowe w Przemyślu gdzie przebywa do wybuchu wojny. Następnie  uczestniczy w wojnie obronnej 1939 roku a po utracie niepodległości Polski   przez Węgry, Turcję, Iran i  Afrykę (gdzie bierze udział w walkach pod Tobrukiem) dociera do 1.Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka w Wielkiej Brytanii, w której walczy w dywizyjnym oddziale rozpoznawczym. Wraz z żołnierzami 1.D.Panc bierze udział w inwazji sił alianckich w Normandii i przechodzi szlak bojowy przez Francję i Belgię. Zginął 2.10.1944 r., podczas przeprowadzania rozpoznania w Zondereigen znajdującym  się w  belgijskiej enklawie rozmieszczonej  na pograniczu z Holandią. Został pochowany na Polskim Honorowym Cmentarzu Wojskowym w Lommel. Mieszkańcy wyzwolonej gminy upamiętnili   K. Raczyńskiego  i innych poległych żołnierzy 1.Dywizji Pancernej na tablicy pamiątkowej  zawieszonej na  pomniku w  Baarle Hertog.   

 Opracowała; K.Wójcicka

 Materiały:

  1. J.Klistała, Harcerstwo…s.31,57
  2. hm. Emil Konrad Raczyński, w; Życiorysy harcerek i harcerzy…  , B-B, 1981,s. 79.
  3. nl.wikipedia/org/Wiki/Zondereigen
  4. Zbigniew Jurczak-hm, notka biograficzna Konrada Raczyńskiego

Konrad Raczyński uczęszczał do 8 letniego Gimnazjum im. Marcina Wadowity  w l. 1924-1936. Bardzo rzadko ktoś kończył wtedy szkołę w terminie. W klasie siódmej, w roku szkolnym 1932/33 po pierwszym półroczu Raczyński zrezygnował z nauki. Powtarzał więc klasę siódmą w roku 1933/34. Chodził także dwa lata do klasy ósmej, ostatniej.  Może zastanawiać pokaźna liczba godzin nieobecności w latach 1930 – 1935. Np. w roku 1934/35 jest to 202 godzin a rok wcześniej – 235 godzin, zawsze usprawiedliwionych. Raczej nie chorował, bo z „ćwiczeń cielesnych” miał zawsze oceny wysokie. Możemy domyślać się przyczyn tak dużych absencji i tego, że 12 lat studiował. Był po prostu potrzebny w harcerstwie i w turystyce. W tym okresie, zapewne za cichym przyzwoleniem dyrekcji Gimnazjum, był stacjonarnym koordynatorem budowy schroniska na Leskowcu i jego pierwszym gospodarzem. Tam często przebywał pilnując realizacji i zaopatrzenia.

      Rok 1930 to początek reformowania Gimnazjum, przeprowadzenia szkoły z tradycji galicyjskiej do wymogów reformy ministra Jędrzejewicza. Zajął się tym od 1931 nowy dyrektor, absolwent szkoły i jej młody profesor  Franciszek Gwiżdż, działacz BBWR, radny, prezes Rady Szkolnej i Komendant Hufca ZHP.

Harcerstwo w Gimnazjum i w Wadowicach powstało już jesienią 1911 roku za sprawą ucznia Bruno Olbrychta, późniejszego generała WP. Z przerwą wojenną było do 1919 bardzo aktywne. Po powstaniu w 1918 roku Związku Harcerstwa Polskiego szkolna drużyna podupadała. Liczyła w latach dwudziestych ok.40 członków chociaż  dokonywano ciągłych  reorganizacji. Dopiero od 1930 roku za przyczyną profesora F. Gwiżdża nastąpiło ożywienie.  Liczba harcerzy wzrosła do 150 a od 1931 działały już dwie drużyny. Głównym organizatorem odnowionego życia harcerskiego w szkole oraz hufcu, instruktorem animatorem – był gimnazjalista K. Raczyński, drużynowy drużyny im. S. Żółkiewskiego i założyciel drugiej drużyny im. T. Kościuszki. Był też organizatorem obozów w Białym Dunajcu (1931), Cichem k/Zakopanego (1932), Śleszowicach (1933) i Zawoi w 1935 roku oraz dwóch obozów wędrownych latem 1930 i 1932. Działał w lokalnym gnieździe „Sokoła”  w którego budynku była sala gimnastyczna Gimnazjum i małe biuro Hufca ZHP. Współpracował stale z opiekunem harcerstwa, profesorem Czesławem Panczakiewiczem, prezesem  wadowickiego oddziału Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, które budowało schronisko na Leskowcu. Wprowadził w zajęcia harcerskie  naukę strzelania, kurs spadochronowy, rozwinięte terenoznawstwo.  O stanie harcerstwa świadczyła aktywność drużyn Gimnazjum Męskiego i Gimnazjum Żeńskiego im. M. Mościckiej.  Po odejściu K. Raczyńskiego ze szkoły (w 1936 matura) harcerstwo upadło. W roku szkolnym 1937/1938 było zaledwie 33 harcerzy a drużynowym był ksiądz katecheta.  Niestety nic nie wiemy gdzie mieszkał dh K. Raczyński, prawdopodobnie w bursie gimnazjalnej. Tyle udało mi się zdobyć. Przesyłam jego świadectwo z 8 klasy. Pozdrawiam. Zbigniew Jurczak, harcmistrz, prezes TMZW.

Zdjęcie z 1933 roku, z otwarcia schroniska na Leskowcu, z reklamą sklepu W.Rzyckiego, jednego ze sponsorów budowy. Siedzą turyści z Bielska. Możliwe, że jest wśród nich 20-letni wtedy Konrad Raczyński ? 



 

 

 

Wincenty Bałys

swoją artystyczną osobowość kształcił w kręgu regionalizmu kulturowego Emila Zegadłowicza. Piewca Beskidów, decydując się na stworzenie w rodzinnym Gorze-niu enklawy artystycznej, budował nie tylko zaplecze dla swojej literackiej twórczoś-ci, ale także warunki dla rozwoju kultury regionalnej. Dwór w niedalekim od Wadowic Gorzeniu był w latach 1922-1939 emanującym na kulturalną Polskę ośrodkiem, który głównie tworzyli związani z regionem twórcy. Wincenty Bałys był w tej kompanii artystą znaczącym, rzeźbiarzem wybitnym, pracowitym i wykształconym. Talentem wyjątkowym w pospolitym życiu i  może dlatego mało znanym i mało cenionym.              Z ułamków relacji, dokumentów i wspomnień współczesnych; z zachowanych ale rozproszonych prac Artysty, jawi sie nam postać człowieka o wielkiej wrażliwości nie tylko artystycznej, ale i społecznej. Sensacją lat ostatnich było odkrycie przez panią dr Martę Burghardt tak bliskich ideowo związków Bałysa z Mieczysławem Kotlarczy-kiem i  Karolem Wojtyłą. Wspólnota artystycznego posłannictwa z filozoficznym pojmowaniem roli sztuki w teistycznym ujęciu świata, połączyła braterstwem intelek-tu ludzi o tak różnym pochodzeniu, wykształceniu i różnicy wieku. Ten fakt zdecy-dowanie poszerza naszą wiedzę o  Wincentym Bałysie.

Droga rozwoju talentu wiodła przez zakład kamieniarski Józefa Jury. Ten absolwent ASP miał już za sobą znaczne sukcesy w rzeźbie sakralnej, kiedy około 1924 roku otworzył zakład kamieniarski przy ulicy Młyńskiej. Z familijnych przekazów wiemy,  że mały Wicek lubił czytać, rysować, rzeźbić. To był świat kształcenia jego wyo-braźni. Nie dziwią więc fatalne wyniki w nauce i notoryczna absencja w szkole na rzecz realizowania własnych marzeń.  Osiemnastoletni Wicek Bałys, u pierwszego mistrza który był promotorem jego artystycznej kariery - znalazł wymarzoną przystań i pracę. To przez Jurę Bałys trafił do kręgu artystycznego Emila Zegadłowicza i to Jura zapewne utwierdził go w podjęciu studiów na krakowskiej Akademii. Wiedział, że niespotykany talent i pracowita, chłopska natura gwarantują powodzenie. Józef Jura wykonał - wbrew swojej stylistyce i klasycznemu kanonowi sztuki, dynamiczne popiersie Bałysa w manierze ekspresjonizmu. Może był to swoisty ukłon w stronę najlepszego ucznia jakiego pracownia Jury wychowała? W czasach "terminowania" u Mistrza Jury zawiązała się też przyjaźń między nim a młodszym o lat sześć Fran-ciszkiem Suknarowskim. Mały Franek był stałym bywalcem zakładu kamieniar-skiego, bo jego starsze siostry tu pracowały. Kancelistka Aniela będzie w kilka lat później żoną Jury a Franciszek szwagrem. Rodzice Suknarowskich byli od około 1910 roku związani zawodowo z "Jagiellonką" Stefana Kotlarczyka. Tak więc środo-wisko teatralne szybko nawiązało kontakty z plastykami "bractwa kamieniarskiego" (Bałys, Suknarowski, Brańka). Franciszek, dopingowany przyjaźnią i pomocą starszych, pójdzie drogą Bałysa w "objęcia" charyzmy Zegadłowicza a potem na Akademię Sztuk Pięknych. To samo zrobi i Roman Brańka.  Jako student, Wicek utrzymuje ścisłe kontakty z Franciszkiem i firmą Jury, gdzie pracuje przy realizacji wielu zamówień.  Przyszedł istotny dla życia obu artystów rok 1933. Wadowice, te urzędowe i prywatne, zorganizowały obchody jubileuszu 25-lecia pracy literackiej Zegadłowicza. Były fety, odczyty, spotkania, wizyty i pierwsza w mieście, duża wystawa malarstwa i rzeźby. Ton uroczystościom nadawało młode pokolenie artystów z gorzeńskiego kręgu - Bałys, Suknarowski, Foryś, Stożek, Brańka -  zafascynowanych nie tylko twórczością Zegadłowicza, jak jego osobowością: imponującą erudycją, otwartością, etyką i filozofią życia. Wincenty Bałys organizując wystawę w sali "Sokoła", dał początek działalności grupie nazwanej Czartak II, w odróżnieniu od Czartaka - Zboru Poetów w Beskidzie z 1922 roku. Był już wtedy Bałys ukształtowanym warsztatowo rzeźbiarzem, o silnej, wyrazistej ekspresyjnie twórczości.

  Ojciec artysty Jan Kanty Bałys pochodził z Zygodowic, które w owych czasach stanowiły obok Choczni matecznik ruchu ludowego w Zachodniej Galicji. Włościanie byli światli i świadomi a aktywność społeczna i kulturalna wsi zdecydowanie ją wyróżniała pośród innych miejscowości. Miało to zapewne znaczenie na pozytywny stosunek Jana Kantego rolnika, do artystycznych ambicji syna.

Sprzyjająca atmosfera domu rodzinnego a potem zakładu Józefa Jury wpłynęły na otwarty, życzliwy innym charakter Wicka, na jego sposób bycia i duże poczucie humoru. Nie był osobnikiem zamkniętym w artystycznym egoiźmie.  Jako plastyk pomagał wszystkim chętnym; robił plakaty, scenografie, projekty. Był animatorem wielu przedsięwzięć (Grupa Plastyków Beskidzkich, Czartak II, Biuro Pośrednictwa Handlu, Związek Artystów Plastyków, świetlica w Gimnazjum) Jego energiczna, otwarta życzliwość do ludzi, zjednywała mu popularność i sympatię. Rekompensowało to zapewne brak urody, bo urodziwy Wicek nie był. Patrona i mecenasa znalazł Bałys w Emilu Zegadłowiczu i to w jego kolekcji najwięcej się prac artysty znajdowało. Od 1937 roku kontakty z Gorzeniem nieco osłabły; w mieście trwała obyczajowa nagonka na Emila, który rzadko teraz bywał w domu. Nowa pracownia Bałysa, vis a vis Parku Miejskiego - podobnie jak ta na Zatorskiej, którą dzielił z Frankiem Suknarowskim - była często odwiedzana. Obok artystów z gorzeńskiego kręgu wśród znajomych Wicka była liczna grupa młodych nauczycieli (m.in.: Jan Sarnicki, Tomasz Sokalski, Kazimierz Foryś, bracia Tadeusz i Mieczysław Kotlarczykowie) a także młodzieży m.in.: Stefan Boryczka,  Stefan Węgrzyn, Karol Pustelnik. Szczególna przyjaźń łączyła go z Karolem Wojtyłą. Odnosi się wrażenie, jakby Wicek swoją odwagą artystyczną przyciągał do siebie młodą inteligencję twórczą. Jako rzeźbiarz łamał kanony klasyki zmieniając tym względne pojęcie piękna. Był jak na owe czasy artystą awangardowym a fakt, że w jego kręgu byli nie tylko artyści świadczy o szerokich zainteresowaniach grupy, ale i dużej aktywności Wicka jako animatora. Wszyscy razem tworzyli postępowe, odważne intelektualnie środowisko kulturalne. Mam przeświadczenie, że ta społeczna aktywność po 1937 roku,  zaciążyła na tragicznym finale życiorysu Wicka i innych. Pracownia jak i park były miejscem wiosenno-jesiennych spotkań fermentu intelektualnego młodzieży a Wicek naturalnym gospodarzem. Dla pozostałych w mieście po wrześniu 1939 roku sympatyków tego "bractwa beskidzkiego mesjanizmu" Wicek został naturalnym przywódcą rodzącego się ruchu oporu. Wraz z nim zostali rozstrzelani inni znajomi Karola Wojtyły: Józek Wąsik z Zawadki - kolega z klasy maturalnej, Stefan Boryczka - młodszy kolega z gimnazjum, Mojżesz Melman - sąsiad z domu przy Kościelnej 7.  Czy organizacja "Biały Orzeł" była niemiecką prowokacją czy też odruchem romantycznego patriotyzmu łatwym do zadenuncjowania przez obywatelską "życzliwość"? - Tego niestety nie wiemy. Na mocy prawa wojennego majątek aresztowanych został zajęty i wystawiony w magistracie do publicznej sprzedaży. Z tej licytacji pochodzi kilka prac prezentowanych po raz pierwszy na wystawie.

 Mimo krótkiego okresu pracy twórczej (1928 -1939) dorobek rzeźbiarski Wincentego Bałysa jest znaczący. Na zamówienie prywatne i instytucji cywilnych, wykonał kilkadziesiąt rzeźb; tylko jedną wykonał na zamówienie kościelne, chociaż ta instytucja jest do dzisiaj dla rzeźbiarzy głównym rynkiem zbytu. Świadczy to o wysokim poziomie zainteresowań kulturalnych ówczesnej inteligencji czego już później Wadowice nie doświadczyły. Bałys był też bardzo dobrym malarzem. Do dzisiaj zachowało się w zbiorach prywatnych, w kolekcji Zegadłowicza w Gorzeniu, w Muzeum Historycznym czy TMZW kilkadziesiąt jego obrazów olejnych, lekkich, uroczych akwarel i grafik.

 Po wojnie Franciszek Suknarowski reaktywował na krótki okres dwóch wystaw, grupę Czartak II. Już bez jej lidera Wicka Bałysa, któremu miasto dedykowało ulicę Jana Bałysa (!). W tym okresie, jako kilkunastoletni uczeń, chodziłem na prywatne lekcje fortepianu pod park. Pamiętam jak straszyły mnie resztki rzeźb zalegające wąwóz obok, nad cmentarzem. Bielał gips rozbitych biustów, popiersi, fragmentów postaci - nikt tego nie ratował. Dopiero w liceum nabrałem świadomości co to było, czyje szczątki talentu walały się na tyłach pracowni. Wyrzucone z niewiedzy? Ze strachu? Wtedy też, w późnym liceum, miałem już kontakt z Gorzeniem, z rodziną Zegadłowicza; głównie z Adamem Rudlem, którego fascynacja trunkami zwana uzależnieniem, była ogólnie znana. Gdzieś w połowie lat 80. znowu zobaczyłem rzeźbę Bałysa wdeptaną w błoto, tym razem piwnicy domu Adama. Był to jeden z gorzeńskich Diabłów, ten melancholijny, którego zniszczyli robotnicy, przy wyjątkowej abnegacji wnuka - "kustosza". Niewiedza?  W roku 1994, kiedy zajmowałem się organizowaniem Muzeum E. Zegadłowicza, za zgodą " ostatniego z Czartaka", Franciszka Suknarowskiego, pokryłem akrylową polichromią Diabła zbuntowanego, aby w ten sposób zabezpieczyć kruchy materiał gipsu przed przypadkowym uszkodzeniem.

Najwięcej rzeźb W. Bałysa było w zbiorach Muzeum E. Zegadłowicza. Muzeum już nie ma a resztę zbiorów rodzina poety przekazał do Muzeum Miejskiego w Suchej Beskidzkiej.  Wołkowice wyparły się Piewcy Beskidów.

Pamięć o Wincentym Bałysie obecna jest w jego rodzinnych Tomicach. Oficjalna strona Urzędu Gminy prezentuje jego zyciorys a tamtejszy Gminny Ośrodek Kultury od 1998 roku nosi jego imię. Lat temu kilka powstała prywatna Galeria Sztuki, która przyjęła nazwę BAŁYSÓWKA. Utworzona przez plastyków prowadzi bogatą działalność artystyczną i jest aktywną formą honorowania pamięci wybitnego rzeźbiarza.   

 


Franciszek SUKNAROWSKI (1912-1998)    

Artystą, który przeniósł tradycje regionalizmu Zegadłowicza w lata powojenne, był Franciszek Suknarowski (1912-1998). Swoisty depozytariusz kultury, atmosfery i obyczajów Czartaka. Miął osiemnaście lat, gdy poprzez starszego o sześć lat kolegę, Wincentego Bałysa, trafił do kręgu młodych skupionych wokół E. Zegadłowicza.
Mieszkał przy ulicy Mydlarskiej 1. Mama była garderobianą w "Jagiellonce" Stefana Kotlarczyka. Po powrocie z wojny zmarł w 1918 roku Jego ojciec, więc wychowaniem Franka zajmowały się głównie siostry. Najstarsza w nich pracowała już jako kancelistka u artysty rzeźbiarza Józefa Jury a później została jego żoną. W pracowni kamieniarskiej przy ulicy Młyńskiej, gdzie spędzał większość wolnego czasu, kształtowała się przyszłość artystyczna pod opieka mistrza Jury a przede wszystkim Wicka Bałysa, który studiując na ASP dorabiał u J.Jury. Tam też F. Suknarowski, wychowywany przez wrażliwe kobiety i środowisko artystyczne był dla wszystkich Franusiem. Tak o nim mówili i do niego się zwracali przyjaciele i znajomi w latach powojennych. Także i ja; był bowiem moim Mistrzem i miałem zaszczyt być później jego przyjacielem.
Franciszek Suknarowski debiutował jako student ASP na wystawie zorganizowanej przez W. Bałysa w 25-lecie twórczości Zegadłowicza w 1933 roku, która zapoczątkowała dzialalnosc grupy CzartakII (L.Jach,W.Balys, F.Suknarowski, R.Brańka, K.Malczyk, J.Stożek,K.Foryś,J.Sawczak). Był przystojnym, o atrakcyjnej urodzie młodym artystą, którego kobiety rozpieszczały. Ze swoim przyjacielem Bałysem stanowili artystyczny tandem. Jak mi nieraz opowiadał, Wicek imponował niespotykanym talentem i pracowitością. Gonił go do pracy i nauki a Franeczek miał naturę spokojną, melancholijną. Wicek miał zlecenia i razem je realizowali, od portretów Piłsudskiego czy Mościckiego po rzeźby plenerowe do uzdrowiska w Wiśle. Jako młody artysta i przystojny mężczyzna, był atrakcją towarzyskich przyjęć. W artystycznym środowisku skupionym wokół Zegadłowicza, był najmłodszym obok swojego kolegi, Romana Branki, też z pracowni Jury,który jednak z powodu żeniaczki nie ukończył studiów.
Twórczość F.Suknarowskiego ma przede wszystkim znaczenie regionalne. Był rzeźbiarzem. Jest autorem kilku plenerowych rzeźb: E. Zegadlowicza przed wadowickim liceum, świętego Józefa na frontonie klasztoru oo. Karmelitów, Żołnierzy Radzieckich na Cmentarzu Wojskowym w Wadowicach. W Bielsku Białej na osiedlu Dywizjonu 303 stoi rzeźba Macierzyństwo. Był popularny w regionie Małopolski Zachodniej jako autor pejzaży oddających niepowtarzalny i oryginalny nastrój Beskidów. Prace Mistrza znajdują się w kilku muzeach i w zbiorach prywatnych a przede wszystkim w utworzonej przez jego syna Kamila, Galerii Autorskiej przy ulicy Karmelickiej w Wadowicach. Znany reżyser Stefan Szlachtycz zrealizował o Nim film dokumentalny pt. "Ostatni z Czartaka". Swoją działalnością nauczycielską w Wadowicach i Bielsku Białej, zjednał sobie życzliwość pokolenia młodych artystów. Od 1976 roku był formalnym opiekunem grupy "Beskidnicy", podporą działań artystycznych. Ceniliśmy jego wiedzę a przede wszystkim tolerancje wobec naszej twórczości. Swoim sceptycyzmem wobec społecznej rzeczywistości, artystyczną elegancją i erudycją, poczuciem humoru - uczył nas sztuki. Lubił śpiewać (choć nieczysto) a jego wykonanie romansu z filmu " Miłosne manewry" było koncertem na każdym plenerze. Opublikował kilka wierszy. Jego osobowość ujęto w kilkanaście publikacji i opracowań. Poświecono Mu album i film dokumentalny. Był długoletnim prezesem Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej. To dzięki niemu zaistniała Galeria Sztuki BWA na Kościelnej 4, to on przewodniczył pierwszemu zarządowi Fundacji Czartak, który w 1994 roku uruchomił Muzeum E. Zegadlowicza w Gorzeniu. Odszedł w naszą pamięć z domu swojego syna w nieświadomości, że odwołano Go i cały Zarząd z reprezentowania Fundacji Czartak i Jego ukochanego Gorzenia. Ta decyzja, spowodowana przez nieżyczliwe Muzeum władze z burmistrz Filipiak na czele, była początkiem końca Fundacji Czartak i Muzeum w Gorzeniu. Po 1o latach, niegospodarna i niezaradna rodzina poety doprowadziła do upadku Muzeum. Resztę mało wartościowych zbiorów przekazano w 2018 do Muzeum Miejskiego w Suchej Beskidzkiej. Tak Wadowice a raczej ciemne umysłowo Wołkowice, pozbyły się Emila Zegadłowicza.

Syn Franciszka Suknarowskiego Kamil, którego nagła śmierć zabrała z naszego grona, zbudował w latach osiemdziesiątych XXw. Galerię obok swojego domu, którą opiekuje się i udostępnia zwiedzającym synowa. TMZW honorując pamięć Mistrza, organizowało w latach 2007-2017 coroczne, ogólnopolskie plenery malarsko-fotograficzne imienia F. Suknarowskiego.
Bez Franusia nie byłoby tak licznego środowiska plastycznego w Wadowicach, które spotyka się na wernisażach i w Galerii "Bałysówka" Miry Sabatowicz w Tomicach, gdzie dawni "Beskidnicy" znaleźli azyl. (Zbyszek Jurczak)
 

Moje uzupełnienie rytu biograficznego Franciszka.
To Wicek Bałys był nauczycielem F. Suknarowskiego. Pracował w zakładzie kamieniarskim bardzo dobrego rzeźbiarza Józefa Jury a że Franek często tam zachodził, zaraził go rzeźbą . Jest 1927 rok, Jura ma zlecenie na żołnierza 12pp, Bałys na studiach, dojeżdża dorywczo, Franek ma 15 lat – zachodzi do pracującej jako kancelistka siostry (zostanie ona później żoną Jury), pomaga i coś tam dłubie w glinie pod okiem Jury i Wicka. Po odsłonięciu pomnika i po ogólnych splendorach (Wicek robi projekt świetlicy 12pp), syci artyści myślą o jubileuszu Zegadłowicza, bo dzięki niemu Polska coś wie o Wadowicach. Znają Mistrza przez Jurę. Wicek bywa w Gorzeniu i jako adept ASP jest już zauważany. Franek wychowuje się de facto w pracowni u starszego o wiele i zamożnego szwagra, bo ojciec zmarł w 1918 roku. Oni go posyłają na studia w 1931, które pod opieką Wicka realizuje, w większości dojeżdżając kilka razy w tygodniu do Krakowa. Był inny system studiów artystycznych, oparty o pracownie a nie wykłady. Na wystawie w 1933 Franek już pełną gębą artysta student, poznaje wielu ludzi z kręgu Zegadłowicza. Ma 21 lat i jak to w tym wieku, sztuka służy raczej imponowaniu. Taki jest de facto okres młodzieńczy Suknarowskiego. W 1939 roku ma 27 lat, udział w środowisku lokalnym obok Wicka Bałysa. I ta młodość, świat kobiet i reszta. Dojrzały artysta Suknarowski narodzi się dopiero po wojnie, w latach sześćdziesiątych. Dzięki tamtej młodości, Suknarowski zrobił więcej dla popularyzacji tradycji regionalizmu artystycznego Zegadłowicza, niż rodzina Emila, ale nie przesadzajmy. W Czartaku Franiu był tylko czeladnikiem sztuki. Mistrzem został po wojnie. Był według mnie o wiele lepszym malarzem niż rzeźbiarzem. Jako "ostatni z Czartaka", miał duży wpływ na kształt artystyczny Beskidników. W połowie lat siedemdziesiątych przyjął moje zaproszenie do grupy (także F.Świtalska i L.Jach-Kotuś). W Klubie znalazł atmosferę artystycznego fermentu i uczniów, bo uczył nas i wymagał. W latach 1978-1987 Beskidnicy tworzyli główne środowisko artystyczne miasta, co zaowocowało założeniem stałej Galerii BWA. Na moją prośbę zgodził się - z zastrzeżeniem, że papierów nie lubi - zostać w roku 1986 prezesem TMZW. Uczył mnie niuansów technik malarskich. Wspólne plenery, działalność w TMZW a później w Fundacji Czartak, związały nas serdecznymi więzami. Miałem zaszczyt być jego przyjacielem i powiernikiem wielu spraw. Uważam, że największym sukcesem Franka nie były nagrody, wystawy, pomniki tylko przeniesienie w powojenne środowisko tych elementów kultury i artystycznych postaw, które wyniósł w młodości z otoczenia E. Zegadłowicza. Był Franiu niezbędnym ogniwem łączącym tradycję Czartaka i regionalizm Zegadłowicza z działalnością KPT Beskidnicy i Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej /Zbyszek Jurczak/
 

   



                                                                                                                                                                                         Najbliższym przyjacielem prof. Sarnickiego od czasów gimnazjum, był kolega z klasy Ignacy Fik, krytyk literacki, działacz harcerski i lewicowy polityk zamordowany w 1942 roku przez Niemców. Jan Sarnicki po wojnie, pieszo z obozu wrócił do swojej szkoły. Uczył nas geografii i rysunku. Był znakomitym akwarelistą. Osamotniony, znerwicowany, opuszczony przez żonę i przyjaciół - siedział w swojej pracowni na parterze. Nie pojmowaliś-my Jego zachowania i często dokuczaliśmy nie znając Jego przeżyć.                Na 150 - lecie Gimnazjum w 2016 roku zorganizowałem obszerną, trwającą dwa miesiące wystawę biograficzną Jana Sarnickiego: dokumenty, zdjęcia, akwarele, blokdiagramy, mapy, pamiątki z obozów. Mimo plakatów, powtarzanych zaproszeń, przypomnień - na wystawie nie pojawiła się żadna klasa z wadowickiego Liceum. Oczywiście władz samorządowych także nie było. Na upamiętnienie przez Wadowice Jana Sarnickiego jak i innych, którzy na to zasłużyli - nie liczymy, znając poziom kultury lokalnych decydentów. /zbijur/



 Emil RZYCKI (1930-2016)

Emerytowany sędzia Sądu Apelacyjnego.

W dwa lata po wojnie, w 1947 roku, harcerze z Wadowic wędrowali  odzys-kanym wybrzeżem z Gdańska do Kołobrzegu. W tej pionierskiej siódemce był wtedy 17 - letni Emil, syn znanego kupca i społecznika Władysława Rzyckiego - Rynek 16.  Z domu rodzinnego wyniósł szerokie zainteresowa-nia społeczne i to przywiązanie do rodzinnej ziemi, nazywane niegdyś lokalnym patriotyzmem. Po maturze poszedł na studia prawnicze, by zawo-dowe życie związać z sądownictwem - najpierw w Suchej Beskidzkiej a potem w Sądzie Wojewódzkim w Bielsku Białej, gdzie docelowo był preze-sem Sądu Apelacyjnego. Wychowanek harcerstwa był zapalonym turystą    i narciarzem, społecznikiem i regionalistą, rzadko rozstającym się z rodzin-nymi Wadowicami. Ceniony przez nasze pokolenie za wiedzę, wysoką kulturę i życzliwość wobec spraw ludzi i miasta.  Był radnym Rady Miej-skiej,  działał w PTTK, Fundacji Czartak ale przede wszystkim w TMZW gdzie był wiceprezesem Zarządu. Przez kilka lat gościł u siebie biuro Towarzystwa.  Zachowamy Go w naszej zbiorowej pamięci, jako wyjątko-wego Wadowiczanina.